Szkocja – kraina mitycznego potwora, pieszczotliwie
zwanego Nessie. Tutaj postanowił się osiedlić młodszy z braci Potter, wraz ze
swoją małżonką. Po długich namowach dołączyła do niego także Lily.
Najmłodsza z rodzeństwa Potter, do końca szkoły
pozostała w związku z Oliverem Duff’em. Potem oboje udali się do szkoły
aurorskiej, by po paru latach rozpocząć pracę i nowy etap w życiu. Zbiegło się
to niestety ze śmiercią Rose. Zabrakł jej raptem miesiąc, by spełniła się w
roli świadkowej swojej kuzynki. Jednakże wszyscy cieszyli się w ciągu tego
dnia. Nawet Scorpius – wiedział, że inaczej Rose by mu tego nie podarowała, tam
po drugiej stronie. Dziewięć miesięcy później na świecie pojawił się, jak
dotąd, ich jedyny potomek – Marcus. Jest on o cztery lata młodszy od Rosco.
Lily uporała się z ciemną przeszłością w postaci Nathana i wiedzie do dziś
szczęśliwe pożycie z Oliverem. Zastanawiają się nad powiększeniem rodziny, w
końcu są jeszcze młodzi.
Kolejny z dzieci Wybrańca – Albus, pojął za żonę
Padmę, która z kolei jest siostrą Jasmine – żony Jamesa. Zabawny zbieg
okoliczności. Jednakże do końca szkoły Albus umawiał się z Mirandą, towarzyszką
Scorpiusa na ostatnim Balu Duchów. Los jednak i tak popchnął go w kierunku
Padmy. Pobrali się dość późno, ponieważ pierwsze pojawiły się dzieci. Tak, w
liczbie mnogiej. Pani Potter wydała na świat Lorcana i Marię w kilka miesięcy
po wypadku Rose. Co jakiś czas przyjeżdża z młodszą siostrą odwiedzić rodzinę w
Anglii.
Z kolei James, który przyjechał w odwiedziny do
rodzeństwa, postanowił zostać w Londynie, razem z Jasmine i córką – Aishą.
Obrączkę na palcu zdobył w rok po ślubie swojej rudowłosej kuzynki. Jego oczko
w głowie – czyli córeczka tatusia, urodziła się parę miesięcy po Rosco. Nie
było jej jednak na tym nieszczęsnym przyjęciu urodzinowym, gdy zginęła Rose.
Pojechała wtedy do dziadków od strony mamy, a jej rodzice mogli spokojnie
zorganizować w swojej restauracji przyjęcie dla małego Malfoya. James bardzo
przeżywa fakt, że Aisha i Rosco nie mogą się dogadać, ponieważ on kochał Rose
jak własną siostrę.
Tego dnia, rodzeństwo wraz ze swoimi partnerami
oraz dziećmi zasiadło przy wspólnym stole na zjeździe rodzinnym u Lily. Minęło
sporo czasu, od kiedy zobaczyli się w takim gronie i trzeba było nadrobić
zaległości. Młodzież tuż po obiedzie udała się do ogrodu, by cieszyć się
słoneczną pogodą. Natomiast dorośli usiedli sobie na ganku i rozmawiali,
popijając kompot z czereśni.
- James, nawet nie wiesz jak się cieszymy, że
udało ci się w końcu do nas przyjechać. Stęskniliśmy się za tobą! – Lily
pozostała tak samo emocjonalna jak w dzieciństwie, dlatego pierworodny Potter
musiał utrzymać równowagę, aby się nie wywalić.
- Oj siostra, nic się nie zmieniłaś. Ja za wami
też – odparł przytulając siostrę.
- Niewiarygodne jak ten czas szybko mija, co nie? Jeszcze
niedawno, to my byliśmy w wieku Aishy. Powiem wam, że czasami dorosłość mnie
przytłacza i chętnie bym wrócił do czasów Hogwartu, gdy naszym jedynym
zmartwieniem było zdanie egzaminów.. – Westchnął Albus.
Rodzeństwo wybuchło gromkim śmiechem, po czym
również westchnęło i spojrzało na swoje pociechy.
Na Marcusa, czternastoletniego szatyna o brązowych
oczach. Był średnio wysoki, z racji, że odzyskał wzrost po matce. Należał także
do spokojnych i miłych osób, tak jak jego ojciec. Wdał się w ród Duff.
Na szesnastoletnich parę bliźniaków dwujajowych
Albusa – Lorcana i Marię. Oboje odziedziczyli po ojcu zielone oczy i czarne
włosy – z resztą ich matka również posiadała czarne włosy. Bliźniaki wdały się
w dość energiczną i spontaniczną matkę, jeśli mowa o charakterze. Lepszych
chrześniaków James nie mógł sobie wymarzyć.
Ostatni wzrok skierowany był na najstarszą w tej
młodzieży – Aishę. Wysoką, zgrabną brunetkę o czekoladowych oczach, z iście
ślizgońskim charakterze odziedziczonym po matce. Wiadomo, że jako jedynaczka,
była córeczką tatusia, jednakże często dochodziło na linii ojciec-córka do
spięć, właśnie z powodu jej charakterku. Mimo to, kochał ją najbardziej na
świecie.
- Tak w ogóle James, wiesz co się dzieje z
Scorpiusem i Młodym?
- Niestety nie, bracie. Aisha z Młodym w szkole
nie rozmawia, a ja od jakiegoś czasu nie dostaję odpowiedzi od Scorpiusa. A na
odwiedziny nie miałem czasu, harmider jeden wielki w robocie. I myślałem go
teraz w wakacje odwiedzić. Rozmawialiśmy chyba przed świętami, to wspomniał, że
Rosco sprawuje mu lekkie kłopoty, ale że to hormony pewnie i nie mamy się, co
martwić. A potem cisza.
- Hm…to nie w jego stylu. Co wy na to, żebyśmy
zrobili mu niespodziankę i go odwiedzili? Dajmy…w ten weekend! – Lily zawsze
należała do spontanicznych osób.
- W sumie…skarby wy nasze kochane, zajmiecie się
dzieciakami, my wyskoczymy w czwórkę na weekend do naszego blondasa? – Bracia
Potter spojrzeli błagalnym wzrokiem na swoje małżonki.
Brunetki zaśmiały się i przystały na tą propozycję.
Dobrze wiedziały jak zżyte były rodziny Potter/Weasley/Malfoy.
Nagle, ku zdziwieniu wszystkich, przyleciała sowa
Hugona i usiadła na ramieniu Olivera, mając przywiązany do nóżki list.
- Co tam pisze, kochanie? – Zagadnęła wesoło
rudowłosa.
- Wasza ciocia…Hermiona…leży w szpitalu. Miała
zawał..
Rodzeństwo zamarło. Wiadomość ta przyćmiła całą
radość ze spędzonego wspólnie czasu. Zniszczyła także w zarodku pomysł
niezapowiedzianych odwiedzin u Scorpiusa. Pomyśleć, ile nieszczęścia może
przynieść jedna mała sówka…
***
Tymczasem w Anglii, w domu Neve Malfoy podobną
wiadomość czytał Rosco. Nadawcą listu był Travis.
„Hej Rosco,
Prawdopodobnie
jeszcze o tym nie wiesz, bo nie rozmawiasz ze swoim ojcem. Babcia Hermiona
miała zawał, niedawno dowiedziałem się od taty. Nie znam szczegółów, nie chciał
powiedzieć. Coś ukrywa. Wiem tylko, że stało się to podczas jego odwiedzin z
mamą u nich. Mam zamiar ją odwiedzić. Myślę, że ty też powinieneś.”
Rosco odłożył list, po czym opadł miękko na łóżko,
na którym siedział. No takich wiadomości, to się nie spodziewał. Babcia
Hermiona kochała go i rozpieszczała ponad życie. W końcu był cząstką jej
ukochanej córki.
Jeśli chodzi o stosunki z Weasleyami, były one zdecydowanie
bliższe niż z Malfoyami. Kochał zarówno jednych i drugich dziadków, ale
dzieciństwo spędził przede wszystkim w otoczeniu Travisa, wujka Hugona, oraz
dziadków Ronalda i Hermiony. Dla Draco i Astorii było to całkiem zrozumiałe, że
tak się stało. Scorpius po stracie potrzebował wsparcia przyjaciół, a Rosco kogoś,
z kim mógłby się bawić. Jednak cały czas utrzymuje również bliski kontakt z
dziadkami Malfoyami.
O kontaktach Rosco i Travisa nie trzeba opowiadać
– kuzyni i najlepsi przyjaciele. Z kolei z Hugonem łączyła go szczególna więź.
Kiedy był mniejszy i brakowało mu mamy, rudzielec dawał mu poczucie, że jakaś
część mamy jest cały czas obok niego. Wiele razy słuchał opowieści o
dzieciństwie swojej matki. Często do słuchania tych opowieści przyłączał się
również Travis. A sam Hugon, traktował Rosco jak swojego drugiego syna i razem
z żoną, pomagali Scorpiusowi w jego wychowaniu. Z kolei Scorpiusa, po śmierci
Rose, traktował jak brata.
Zaś Hermiona i Ron…starali się, aby Rosco
odwiedzał ich w dzieciństwie najczęściej jak się da, żeby nie odczuwał tak
straty matki, zmiany wszystkiego, co wokół niego się działo. Posiadali tylko
dwoje wnucząt, którymi byli właśnie Rosco i Travis. Z młodym Malfoyem posiadali
bardzo dobre kontakty, za dzieciństwa był z nimi bardzo zżyty i darzył ich
szacunkiem. Ta wiadomość przyniosła mu smutek, to niewątpliwe. Zamierzał
odwiedzić babcię, kiedy to tylko będzie możliwe. Tymczasem, miał do załatwienia
pewną sprawę. Lucjusz chciał się z nim spotkać. Tak więc, blondyn postanowił
się ubrać, zszedł z piętra i ruszył w kierunki drzwi.
- A ty gdzie wychodzisz? – W przejściu do salonu
pojawił się nikt inny jak Neve.
- Mam randkę, jeśli już musisz być taka wścibska.
Wrócę niedługo, nie martw się.
- Przestań być taki pyskaty w stosunku do mnie.
Mieszkasz tu, bo nikt inny nie wziąłby cię pod opiekę, bo jesteś nie do
zniesienia. Miałam wziąć ślub w kwietniu, a przez twoje wybryki i doprowadzenie
mojego brata do takiego stanu, musiałam przełożyć ślub na przyszłe wakacje. O
ponad rok – czy ty to rozumiesz?! Chyba nie dociera do ciebie, że twoje decyzje
nie wpływają tylko na jedną osobę – wpływają na całą rodzinę. Od czasu śmierci
swojej matki, jesteś bardzo ważny dla swojego ojca, mnie, wujów, dziadków.
Dlatego jeśli coś się dzieję, to każdego to dotyka. Więc ogarnij się, bo i mnie
skończą się nerwy niedługo! A pod mostem mieszkać nie będziesz, bo Rose by mnie
zabiła.
- Akurat o to, że nikt inny nie weźmie mnie pod
opiekę, to bym się wykłócał – odparł Rosco pod nosem, uśmiechając się przy tym
cwanie i zamykając za sobą drzwi wejściowe.
Kilkadziesiąt minut później, Rosco znajdował się
na stacji King’s Cross, gdzie pośród mugolów, mogli się z Lucjuszem wtopić w
tłum, co by nikt nie doniósł o ich spotkaniu.
- Witaj Rosco, cieszę się, że zgodziłeś się na to
spotkanie.
- Tak tak, zostawmy przyjemności. Powiedz, o co
chodzi. Nie mam zbyt wiele czasu, a czekają na mnie jeszcze inne sprawy.
- Jak miło patrzeć, że stajesz się taki jak ja. Dobrze,
więc będę się streszczał. Mam możliwość załatwienia tobie wymiany studenckiej z
Durmstrangiem. Na pierwsze dwa miesiące roku szkolnego. Mam tam znajomości, a i
znajdzie się parę osób w dobrych stosunkach z tą McGonnagall. Sto dziesięć lat
już ma, kto to widział tyle żyć…
- No jakoś nie uśmiecha mi się ten pomysł. Nikogo
tam nie znam, w Hogwarcie mam Travisa i Hannibala.
- A gdybym ci powiedział, że mógłbyś się tam
nauczyć tego, przed czym uczą obrony w Hogwarcie? – Spytał Lucjusz, kładąc rękę
na ramieniu prawnuka.
- Rozwiń tą myśl…
- Pomyśl jakie uczucie mogłoby cię przepełniać,
gdybyś bez problemów, bez żadnego ukrywania się, nauczył jak rzucać Imperio.
Potęga Imperiusa jest zaprawdę wielka. Sterujesz ludźmi, niczym marionetkami…
________________________________________
Proszę oto i nowy rozdział. Przez cały lipiec i kawałek sierpnia odbywam praktyki, więc nie gniewajcie się jak kolejny rozdział znów pojawi się późno. Wszystko zależy od mojej weny i od tego czy będę miała czas. Ale postaram się oczywiście jak najszybciej dodać kolejny rozdział. Pozdrawiam!
wróć
OdpowiedzUsuńWieki mnie tu nie było i bardzo przpraszam. Pochłonęły mnie studia praca i organizowanie ślubu. Ale obiecuję, że jeśli tylko wróci do mnie wena - co jest najważniejsze, wrócę i ja z rozdziałami
OdpowiedzUsuńYeah
OdpowiedzUsuń