No i jest nowy rozdział. Zupełnie go nie czuję, w mojej głowie wyglądał lepiej. Poprawiałam go milion razy i już nic lepszego nie wyjdzie. Mam nadzieję, że kolejny wyjdzie mi lepiej. I szybciej!
_________________
_________________
I tak oto nadszedł czerwiec i koniec piątej klasy
dla naszego kochanego blondyna i jego rówieśników. Każdy miał jakieś plany na
wakacje. Nasz Rosco nawet bardzo konkretne. Chciał pojechać do wujka Hugona i
dowiedzieć się, jaka była jego matka za młodu, poznać historię jej i ojca. Co
takiego stało się w przeszłości, że zarówno ojciec jak i dziadek mają złe
wspomnienia z Lucjuszem? Dlaczego CM jest tematem tabu w jego rodzinie, skoro
Voldemorta już nie ma? Miał wiele pytań do swojego wuja i oczekiwał wielu
odpowiedzi.
- Stary, ale odezwij się czasem do mnie. Travis
będzie cię miał przez jakiś czas u siebie, a ja to co?! – Hannibal zrobił minę
zbitego psa w stronę Malfoya, po czym wybuchnął gromkim śmiechem.
- Nie martw się, na pewno się odezwę. Będzie mi
się tęskniło za twoimi wygłupami, ale to nie moja wina, że lecisz z rodziną do
Aspen, podrywać Amerykanki. Już widzę jak polecą na Anglika, wyglądającego jak
Koreańczyk. – Zaśmiał się Rosco, opierając o kuzyna.
- Prześlij nam ładną pocztówkę, nie pogardzimy
także namiarami na jakieś ładne Amerykanki. – Dodał Travis z rozbrajającym
uśmiechem na ustach.
- No ba! Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!
***
Travis i Rosco siedzieli na wielkiej kanapie w
posiadłości Hugona, popijając owocowy koktajl autorstwa pani Weasley.
- Przyzwyczaiłem się do trójki muszkieterów, a nie
tylko duetu, podczas opowiadania wam historii. – Zaśmiał się rudzielec.
- My też się dziwnie czujemy, ale nasz muszkieter-lovelas,
postanowił podbić Stany Zjednoczone.
- Przejdźmy do meritum. Rosco, chcesz żebym
opowiedział ci o twojej matce?
- Tak, chce wiedzieć o niej najwięcej jak się da.
Chcę także wiedzieć, dlaczego dziadek Lucjusz i CM to temat tabu.
- W takim razie musimy wrócić do samego początku…
Kiedy
Voldemort wrócił do sił i chciał się pozbyć wuja Harry' ego, Lucjusz był jednym
z jego najwierniejszych popleczników. Do służby jemu została wciągnięta cała
rodzina, włącznie z twoim dziadkiem Draco. Od małego wychowywany był w
środowisku Śmierciożerców i przygotowywany do tego, żeby kiedyś zasilić ich
szeregi. Został wychowany w dyktaturze, strachu i nienawiści. Ale zawsze miał w
sobie odrobinę dobra, a gdy został uratowany przez Harry’ego wszystko było już
jasne. Voldemorta już nie było i nie chciał, aby jego syn skończył tak, jak on
mógł skończyć. Nigdy tak naprawdę nie chciał zostać Śmierciożercą. Zmienił się.
A najlepiej dowodzi tego fakt, że przystał na związek twoich rodziców…
- No właśnie, jak to się stało, że oni w ogóle się
ze sobą zeszli?
Poznali się
już w pierwszej klasie, ale tak naprawdę historia zaczęła się w piątej klasie.
Na początku wszystko było pogmatwane, skomplikowane, my byliśmy temu przeciwni.
Oboje nie chcieli się przyznać, że coś do siebie mają . Ale los cały czas ich
do siebie zbliżał. Twoja matka wiele razy przez niego cierpiała, z racji, że
czasami zachowywał się jak Lucjusz, lub Dracon za młodu. Był opryskliwy,
arogancki i zdemoralizowany. A twoja mama…była niesamowita. Uparta,
konsekwentna, pilna w nauce, troskliwa, pomocna, wrażliwa. Byli jak woda i
ogień, ziemia i niebo. Jednakże mimo tych wszystkich przeszkód połączyła ich
miłość. Ta miłość doprowadziła także, do rozejmu między twoimi dziadkami z
obydwu stron. A Lucjusz, Czarna Magia i wszystko, co mogło zniszczyć szczęście
Dracona, twoich rodziców i twoje stało się tematem tabu.
Potem doszło
do tej nieszczęsnej tragedii i twój ojciec musiał poradzić sobie z samotnym
rodzicielstwem. Wychował cię na naprawdę świetnego chłopaka, biorąc pod uwagę,
że robił za matkę i ojca jednocześnie. Nauczył ciebie wszystkiego, co mógł i uchronił,
przed czym tylko dał radę. A przynajmniej tak myślał…
- Ty wiesz. Wiesz o historii ze świąt i moich
urodzin, tak?
- Tak. I tak jak twój ojciec, nie jestem z tego
faktu zadowolony. Tym bardziej, że do najbliższych ci osób należy także mój
syn. Nie chciałbym, żeby i on zszedł na ciemną stronę. Musisz się z tego
otrząsnąć, Rosco. Musisz powiedzieć stanowcze NIE Lucjuszowi. Inaczej śmierć
twojej matki oraz cierpienia ojca i całej naszej rodziny pójdą na marne. Jaki będzie
sens wszystkich tych poświęceń, skoro podążysz ścieżką, przed którą cię
chronili – nawet za cenę życia…
***
Scorpius już od świąt nie był w za dobrym stanie
psychicznym. Wpadł w coś na podobieństwo depresji i przez to stał się mniej
wydajnym pracownikiem. Teraz został wezwany do gabinety dyrektora, w szkole,
której wykładał. Domyślał się, co go czeka. Ale to już przestało go martwić.
Ogarnął go wielki smutek. Czuł, że zawiódł swoją ukochaną, nie uchronił syna
przed złem. W porównaniu z tym, utrata pracy to było nic.
-Witaj Scorpiusie. Chciałbym o czymś z tobą
porozmawiać.. – zaczął dyrektor, ale Malfoy mu przerwał.
- Po prostu to powiedz. Szybko i bezboleśnie. Będę
miał więcej czasu na spakowanie swoich rzeczy z gabinetu…
- Ależ, co ty wygadujesz?! – Dyrektor Pilsner
podszedł do swojego pracownika i położył mu rękę na ramieniu. – Chciałem zapytać,
co się dzieje, że jesteś w takim stanie i zaproponować ci urlop. Ale broń Boże
zwolnić!
Scorpius spojrzał na dyrektora i zarazem swojego
dobrego kolegę, po czym opadł na jedno z krzeseł w gabinecie i ukrył twarz w
rękach.
- Ja już nie daję rady…Rosco i ja oddaliliśmy się
od siebie, jak nigdy wcześniej. Nie rozmawiamy ze sobą od pół roku. Wszystkiego
dowiaduje się od chłopców i Neve. Do tego jeszcze fascynacja Lucjuszem i CM.
Czuję się jakbym zawiódł Rose. Obiecałem jej, że wyrośnie na dobrego chłopca…
- Bracie, nawet nie próbuj się za to obwiniać.
Przecież wiesz, że nie da się obronić swojego dziecka przed każdą złą rzeczą na
świecie. Jesteśmy tylko ludźmi i takie zadania są dla nas niewykonalne. Rose na
pewno wie, że robiłeś wszystko, co w twojej mocy by go uchronić przed złem.
Naprawdę, nie zadręczaj się. Daję ci urlop na czas nieokreślony. Wróć do domu i
odpocznij, ja znajdę zastępstwo na ten czas. Kiedy już wrócisz do formy, twój
gabinet będzie na ciebie czekać. Zostaw tylko wskazówki odnośnie zajęć i możesz
się zbierać do domu. Będę co jakiś czas się odzywał, sprawdzał u ciebie,
dobrze?
- Dobrze. Bardzo ci dziękuję za tą wyrozumiałość.
Świetny z ciebie przyjaciel i pracodawca. Postaram się jak najszybciej wrócić
do formy. Rosco jedzie do Charliego, więc ja zatrzymam się u Neve. Ona zawsze
potrafiła mnie wyciągnąć z dołka…
***
Niestety, rzeczywistość nie była taka różowa. Neve
nadal nie wiedziała, czy bratanek wyprowadzi się od niej do Lucjusza. Póki co,
pojechał na bliżej nieokreślony czas do Charliego – wuja jego matki. Tak więc
jego rzeczy nadal znajdowały się w jej mieszkaniu, co wcale nie pomagało
Scorpiusowi wrócić do świata żywych. Wręcz przeciwnie, w ciągu miesiąca
spożywał codziennie niepokojące ilości alkoholu. Neve płakała w rękaw
narzeczonego prawie każdej nocy. Nie mogła znieść widoku swojego brata
pijanego, płaczącego za żoną, wkurzonego bezsilnością, a przede wszystkim –
zdruzgotanego, że własny syn nie zmądrzał i nie odzywa się do niego już tyle
czasu.
Troy także coraz bardziej martwił się o szwagra.
Wiele razy odbierał go z pubów. Robił to, ponieważ Scorpius często miał urwany
film, bądź po prostu nie chciał wracać do domu, gdzie znajdowały się rzeczy
jego syna. W tym czasie jedyna córka Dracona Malfoya odchodziła od zmysłów. I
po kolejnej z rzędu takiej przygodzie, miarka się przebrała. Razem z
narzeczonym postanowili poważnie porozmawiać z – co ważne – trzeźwym
Scorpiusem.
- Braciszku, proszę zachowaj otwarty umysł na to,
co zaraz ode mnie usłyszysz. Robię to tylko dla twojego dobra.
- Słucham.
- Chciałabym, abyś poszedł na spotkanie AA. Ja
wiem, że nie jesteś nałogowym alkoholikiem, ale ostatnio przesadzasz z takimi
trunkami. Pijesz, bo jesteś w dołku. Potrzebna ci terapia, żebyś wyszedł z depresji
- a co za tym idzie – przestał pić. Proszę,
zgódź się.
Scorpius spojrzał na drugą najważniejszą dla niego
w życiu osobę. Po śmierci Rose, skupił całą swoją uwagę na synu i dorastającej
siostrze. Widział na jej twarzy równie zatroskane spojrzenie, jakie on sam
miał, gdy widział ją cierpiącą za młodu.
Wiedział, że jej zależy. Wiedział, że chce dobrze.
Przede wszystkim, wiedział, że ma rację.
- Dobrze, pójdę. Chyba czas się z tego otrząsnąć i
pogodzić z tym, że bezpowrotnie straciłem syna… - Blondyn dźwignął się z
fotelu, po czym podszedł do siostry i mocno ją objął…
*
Kilka godzin później Scorpius znajdował się pod
drzwiami mugolskiej Kliniki Odwykowej. Dla tych lżejszych przypadków, raz w
tygodniu – w specjalnie wygospodarowanej sali – odbywały się spotkania AA.
Cięższe przypadki przebywały w klinice, jako pacjenci.
Blondynowi na tym pierwszym spotkaniu towarzyszyła
siostra. Rodzina była zawsze mile widziana, ale tylko pod warunkiem, że
wspiera, a nie wyzywa w kółko od alkoholików. Takie osoby tylko pogarszały
sprawę.
Gdy już weszli do pomieszczenia, zajął miejsce na
jednym z wolnych krzeseł ułożonych w koło. Neve usiadła z resztą wspierających
na ławce pod jedną ze ścian.
- Widzę nowego towarzysza broni. Przywitajmy go. –
Prowadzącym spotkanie okazał się czarnoskóry mężczyzna około pięćdziesiątki.
Tuż po jego słowach zabrzmiało wspólne „witaj”.
- Przedstaw się i powiedz coś krótko o sobie.
Scorpius, będąc niemało zestresowanym, wyprostował
się i zaczął strzelać kostkami u dłoni.
Wiedział jak „spowiadać się” nieznajomym ludziom na spotkaniach AA. Jego
dobry kolega i współpracownik kiedyś na takie uczęszczał. Ale nie umniejszało
to ani trochę stresowi.
- Cześć. Mam na imię Scorpius. Wykładam w szkole
mag…medycznej. Piję…od miesiąca, może więcej? Nie wiem, nie liczę. Liczę dni od
śmierci żony, która odeszła zdecydowanie za wcześnie. Liczę dni pozostałe do
ślubu mojej ukochanej siostry. Liczę dni, od kiedy mój syn wybrał
dziadka-przestępce, zamiast ojca, który oddałby za niego życie…