Wakacje, jak zazwyczaj, zleciały bardzo szybko.
Rosco podczas wakacji nie spotkał się z Lucjuszem, nie chciał się narażać Neve.
Odwiedzali go jednak Travis i Hannibal. To była swojego rodzaju rekompensata,
za brak kontaktu z pradziadkiem i mordercze spojrzenia ciotki. Od czasu
pamiętnej rozmowy młody Malfoy porozumiewał się z Neve tylko w razie
konieczności – zwroty grzecznościowe, powiadamianie o odwiedzinach kolegów itp.
Ta rozmowa dała mu trochę do myślenia…na pięć minut. Rosco był już tak zmanipulowany
przez Lucjusza, że nie odczuwał „ludzkich uczuć”. Był bezwzględnym, zimnym
draniem…
– Ros, słyszysz mnie?! Rozmawiamy tutaj o
tegorocznych prefektach i strategii dla naszej drużyny Quidditcha. – Hannibal
zaczął machać dłonią przed twarzą przyjaciela.
– Ta, ta. O strategię się nie martw, miałem dużo
czasu w wakacje. Poradzimy sobie. A kto został prefektem?
– No jeszcze nie doszedłem, kto u nas, ale wiem,
że u Gryfonów Travis. Mamy swojego człowieka w szeregach, a co za tym idzie,
wtyki!
– Chociaż jedna dobra wiadomość dzisiejszego dnia.
Mijałem dzisiaj pannę Potter…szatanie jak ona mi działa na nerwy. Jak to jest
możliwe, że jest ze mną spokrewniona? Jest całkiem inna od wuja Jamesa.
– Ty to naprawdę masz słabą pamięć. Zapomniałeś,
że wredny charakterek odziedziczyła po matce?
– Ah no tak. W takim razie pytam się, jak ona
trafiła do Gryffindoru, z matką ze Slytherinu i takim charakterem?
– Zadaje sobie to samo pytanie od pięciu lat…
Pociąg mknął i mknął, a rozmowa chłopaków ciągnęła
się bez końca. Czego, jak czego, ale tematów do rozmów im nie brakowało. Tu
obgadali dziewczyny z góry do dołu, tu omówili strategię na tegoroczny sezon
Quidditcha, tam rozmawiali o planach na ferie zimowe.
Przy takich rozmowach zleciała im cała
podróż. Gdy tylko wysiedli z pociągu,
zaczęli szukać Travisa. Na ich szczęście brunet nie został porwany jeszcze do
pełnienia obowiązków prefekta.
– No gratulacje. Wiesz, że liczymy na twoje
przywileje, prawda Travisku? – Hannibal objął kumpla niczym zakochana
nastolatka.
– Jeśli będziesz się tak do mnie tulił, to będę
się bał wykorzystywać te przywileje dla was…jeszcze mnie wykorzystasz..
Zarówno Weasley jak i Rosco wybuchli gromkim
śmiechem, na widok miny Lorcana. Brunet nie pomyślał nawet, jak mogły zabrzmieć
jego słowa przy takim geście. Koledzy
wypominali mu to, aż do kolacji, kiedy to Travis dowiedział się o pewnej
interesującej rzeczy. Do Hufflepuffu dołączyła nowa uczennica, która
niespodziewanie została od razu mianowana na prefekta. Nikt nie krył
zaskoczenia, dopóki nie zobaczył ów dziewczyny na zewnątrz Wielkiej Sali,
rozmawiającej z dyrektorką.
Zeppelin Waldorf była dość niską dziewczyną.
Mierzyła zaledwie sto sześćdziesiąt pięć centymetrów, przy stu
dziewięćdziesięciu dwóch Rosco i Hannibala. Pochodziła z Bułgarii, chowała figurę
pod mundurkiem o rozmiar większym i posiadała piękne, kruczoczarne włosy.
Jednakże spinała je w kok, co dodawało jej lat i odbierało jej pięknym,
brązowym oczom blasku.
Rosco spojrzał na nią tylko raz, po czym wrócił do
rozmowy z Hannibalem. Dziewczyna nie wywarła na nim wrażenia, więc, po co miał
poświęcać jej uwagę?
***
– No nie mogę się doczekać. Fajnie, że Neve…sory.
Fajnie, że profesor Malfoy robi dziś zajęcia dla wszystkich domów naszego
rocznika w Wielkiej Sali. – Podekscytowany Hannibal dumnie kroczył obok Travisa
i Rosco, którzy tą wizją jakoś specjalnie zachwyceni nie byli. Więcej uczniów,
więcej kłótni, więcej wybuchów. Zwłaszcza, jeśli chodzi o Puchonów.
– Oj tam, oj tam. Łączone zajęcia, oznaczają trzy
razy więcej dziewczyn!
– Tak mój drogi przyjacielu Ślizgonie, jednakże to
oznacza spotkanie z Aishą – odparł smętnie Rosco. Od pierwszej klasy
rywalizował z nią, jeśli sprawa rozchodziła się o Eliksiry. Oboje byli dobrzy w
tym dobrzy. Ale chcieli być najlepsi. A tylko jedno z nich może być mistrzem.
Chłopaków uciszyła Neve, ponieważ byli oni
ostatnimi brakującymi oczami, którzy już przekroczyli próg WS.
– Albo koniec pogaduszek albo odejmuję po dziesięć
punktów. Waszym dzisiejszym zadaniem będzie uwarzenie Eliksir Euforii.
Składniki macie wypisane na tablicy. Jeśli chcecie się jednakże pośmiać i
pochwytać za nosy to nie dodawajcie mięty. Osłabia ona te skutki uboczne.
Chłopakom spodobała się wizja skutków ubocznych
tego eliksiru, dlatego nie dodali mięty. Tuż za Rosco i Hannibalem siedziała Zeppelin,
która już zajmowała się pancerzykami chitynowymi, figami abisyńskimi i sokiem z
cytryny.
Neve przechadzała się między ławkami i bacznie
obserwowała poczynania uczniów. Nie zauważyła jednak Aishy Potter, której
wystawała fiolka z szaty. Czekała ona na dogodny moment, aby sprawić Malfoyowi
psikusa. Zemsta za wszystkie postrzępione nerwy.
Gdy tylko Rosco i Hannibal podeszli po podpisane
fiolki do Neve, Aisha wyczyściła kociołek blondyna, po czym szybko wlała
zawartość fiolki do kociołka. Zaklęciem jeszcze odrobinę zwiększyła ilość
cieczy i zmieniła powierzchownie kolor, aby nie zauważono różnicy.
Po pięciu minutach od tego zdarzenia także Aisha
podeszła do nauczycielki, wtedy to Zeppelin lekko puknęła Rosco w plecy.
– Eee…
Blondyn zdziwiony owym zajściem, odwrócił się i
spojrzał pytająco na Puchonkę.
– Nie pij swojego eliksiru. Ta Gryfonka po twojej
lewej stronie podmieniła ci zawartość kociołka. Masz tam, sądząc po prawdziwym
kolorze i gęstości, mocny Eliksir Odmładzający.
Ślizgon spojrzał z zaskoczeniem na Waldorf. Po
pierwsze, wyglądała na tak onieśmieloną i niepewną, że aż strach. Po drugie,
była bardzo spostrzegawcza. Po trzecie, na prawdę miała pojęcie o Eliksirach.
– Dzięki….
Rosco odwrócił się od brunetki i zemścił się za
próbę zemsty metodą „oko za oko”.
Natomiast swój kociołek opróżnił i przelał trochę Eliksiru Euforii od
Hannibala. Na jego szczęście, ciotka była zajęta zgrają uczniów przy niej.
Piętnaście minut później Neve ogłosiła koniec
czasu. Zebrała już próbki do oceny, teraz pozwoliła uczniom wypić swoje
eliksiry. W chwilę potem, prawie wszyscy uczniowie łapali się za nosy i
chichotali. Nieliczni zdecydowali się nie pić eliksiru. A tylko jedna osoba
zachowywała się inaczej od wszystkich.
Aisha Potter zaczęła cofać się wiekowo w
zastraszającym tempie. Kiedy była na etapie dziesięciu lat, krzyknęła: „Uduszę
cię!”. Uczniowie zaczęli się śmiać jeszcze bardziej.
Neve od razu podbiegła do Aishy, która zatrzymała
się na szczęście bądź nieszczęście, etapie rocznego dziecka. Wzięła ją na ręce,
zarządziła koniec lekcji i pobiegła w stronę Skrzydła Szpitalnego.
Tylko Rosco, Aisha oraz Zeppelin wiedzieli, co się
naprawdę stało. Po krótkiej chwili, także Travis i Hannibal, którzy byli
zaskoczeni złośliwością Aishy oraz zachowaniem Zeppelin.
– Na pewno profesor Malfoy poprowadzi śledztwo,
aby rozwikłać tą sytuację. Jak coś możemy liczyć na twoje zeznania? – Travis podszedł
do Puchonki i spojrzał na nią z uśmiechem.
– Brzmisz jak jakiś adwokat. – Zachichotał
Hannibal.
– Tak, oczywiście – odparła nieśmiało spoglądając
na Gryfona.
– Dobra chłopaki, zbieramy się. Czeka nas jeszcze
przerwa obiadowa z tysiącem.
Blondyn pożegnał Waldorf
skinieniem głowy i ruszył w kierunku wyjścia, a tuż za nim Travis i Hannibal.
Skierowali się do Pokoju Życzeń, który tym razem zamienił się w średnich
rozmiarów pokój z lodówką i stołem na środku. Po zajęciu miejsc, oraz wyjęciu
przekąsek z lodówki, chłopcy wzięli się za grę i…pogaduszki.
– Sto dziesięć.
– Sto trzydzieści.
– Sto czterdzieści.
– Pas.
–Pas.
– Ha jak zwykle najlepsze karty. Powiem wam, że
jestem zaskoczony tą nową Puchonką – powiedział Hannibal zgarniając karty
pozostawione na stole.
– No. Gdyby nie ona, Rosco stałby się berbeciem.
– Oj no uspokójcie się już. Po co tyle o niej
gadacie? – Rosco prychnął w kierunku Travisa.
– Ponieważ to pierwsza osoba, która
bezinteresownie ci pomogła…
___________________________________________
Tak jak obiecałam, trochę
akcji i nowych wątków. Nowy rozdział myślę, iż ukaże się na początku
września. Mam teraz trochę spraw na głowie w postaci studiów, więc
proszę o wyrozumiałość. Zapraszam do czytania.