środa, 17 lipca 2013

10. Sterujesz ludźmi, niczym marionetkami.

Szkocja – kraina mitycznego potwora, pieszczotliwie zwanego Nessie. Tutaj postanowił się osiedlić młodszy z braci Potter, wraz ze swoją małżonką. Po długich namowach dołączyła do niego także Lily.
Najmłodsza z rodzeństwa Potter, do końca szkoły pozostała w związku z Oliverem Duff’em. Potem oboje udali się do szkoły aurorskiej, by po paru latach rozpocząć pracę i nowy etap w życiu. Zbiegło się to niestety ze śmiercią Rose. Zabrakł jej raptem miesiąc, by spełniła się w roli świadkowej swojej kuzynki. Jednakże wszyscy cieszyli się w ciągu tego dnia. Nawet Scorpius – wiedział, że inaczej Rose by mu tego nie podarowała, tam po drugiej stronie. Dziewięć miesięcy później na świecie pojawił się, jak dotąd, ich jedyny potomek – Marcus. Jest on o cztery lata młodszy od Rosco. Lily uporała się z ciemną przeszłością w postaci Nathana i wiedzie do dziś szczęśliwe pożycie z Oliverem. Zastanawiają się nad powiększeniem rodziny, w końcu są jeszcze młodzi.
Kolejny z dzieci Wybrańca – Albus, pojął za żonę Padmę, która z kolei jest siostrą Jasmine – żony Jamesa. Zabawny zbieg okoliczności. Jednakże do końca szkoły Albus umawiał się z Mirandą, towarzyszką Scorpiusa na ostatnim Balu Duchów. Los jednak i tak popchnął go w kierunku Padmy. Pobrali się dość późno, ponieważ pierwsze pojawiły się dzieci. Tak, w liczbie mnogiej. Pani Potter wydała na świat Lorcana i Marię w kilka miesięcy po wypadku Rose. Co jakiś czas przyjeżdża z młodszą siostrą odwiedzić rodzinę w Anglii.
Z kolei James, który przyjechał w odwiedziny do rodzeństwa, postanowił zostać w Londynie, razem z Jasmine i córką – Aishą. Obrączkę na palcu zdobył w rok po ślubie swojej rudowłosej kuzynki. Jego oczko w głowie – czyli córeczka tatusia, urodziła się parę miesięcy po Rosco. Nie było jej jednak na tym nieszczęsnym przyjęciu urodzinowym, gdy zginęła Rose. Pojechała wtedy do dziadków od strony mamy, a jej rodzice mogli spokojnie zorganizować w swojej restauracji przyjęcie dla małego Malfoya. James bardzo przeżywa fakt, że Aisha i Rosco nie mogą się dogadać, ponieważ on kochał Rose jak własną siostrę.
Tego dnia, rodzeństwo wraz ze swoimi partnerami oraz dziećmi zasiadło przy wspólnym stole na zjeździe rodzinnym u Lily. Minęło sporo czasu, od kiedy zobaczyli się w takim gronie i trzeba było nadrobić zaległości. Młodzież tuż po obiedzie udała się do ogrodu, by cieszyć się słoneczną pogodą. Natomiast dorośli usiedli sobie na ganku i rozmawiali, popijając kompot z czereśni.
- James, nawet nie wiesz jak się cieszymy, że udało ci się w końcu do nas przyjechać. Stęskniliśmy się za tobą! – Lily pozostała tak samo emocjonalna jak w dzieciństwie, dlatego pierworodny Potter musiał utrzymać równowagę, aby się nie wywalić.
- Oj siostra, nic się nie zmieniłaś. Ja za wami też – odparł przytulając siostrę.
- Niewiarygodne jak ten czas szybko mija, co nie? Jeszcze niedawno, to my byliśmy w wieku Aishy. Powiem wam, że czasami dorosłość mnie przytłacza i chętnie bym wrócił do czasów Hogwartu, gdy naszym jedynym zmartwieniem było zdanie egzaminów.. – Westchnął Albus.
Rodzeństwo wybuchło gromkim śmiechem, po czym również westchnęło i spojrzało na swoje pociechy.
Na Marcusa, czternastoletniego szatyna o brązowych oczach. Był średnio wysoki, z racji, że odzyskał wzrost po matce. Należał także do spokojnych i miłych osób, tak jak jego ojciec. Wdał się w ród Duff.
Na szesnastoletnich parę bliźniaków dwujajowych Albusa – Lorcana i Marię. Oboje odziedziczyli po ojcu zielone oczy i czarne włosy – z resztą ich matka również posiadała czarne włosy. Bliźniaki wdały się w dość energiczną i spontaniczną matkę, jeśli mowa o charakterze. Lepszych chrześniaków James nie mógł sobie wymarzyć.
Ostatni wzrok skierowany był na najstarszą w tej młodzieży – Aishę. Wysoką, zgrabną brunetkę o czekoladowych oczach, z iście ślizgońskim charakterze odziedziczonym po matce. Wiadomo, że jako jedynaczka, była córeczką tatusia, jednakże często dochodziło na linii ojciec-córka do spięć, właśnie z powodu jej charakterku. Mimo to, kochał ją najbardziej na świecie.
- Tak w ogóle James, wiesz co się dzieje z Scorpiusem i Młodym?
- Niestety nie, bracie. Aisha z Młodym w szkole nie rozmawia, a ja od jakiegoś czasu nie dostaję odpowiedzi od Scorpiusa. A na odwiedziny nie miałem czasu, harmider jeden wielki w robocie. I myślałem go teraz w wakacje odwiedzić. Rozmawialiśmy chyba przed świętami, to wspomniał, że Rosco sprawuje mu lekkie kłopoty, ale że to hormony pewnie i nie mamy się, co martwić. A potem cisza.
- Hm…to nie w jego stylu. Co wy na to, żebyśmy zrobili mu niespodziankę i go odwiedzili? Dajmy…w ten weekend! – Lily zawsze należała do spontanicznych osób.
- W sumie…skarby wy nasze kochane, zajmiecie się dzieciakami, my wyskoczymy w czwórkę na weekend do naszego blondasa? – Bracia Potter spojrzeli błagalnym wzrokiem na swoje małżonki.
Brunetki zaśmiały się i przystały na tą propozycję. Dobrze wiedziały jak zżyte były rodziny Potter/Weasley/Malfoy.
Nagle, ku zdziwieniu wszystkich, przyleciała sowa Hugona i usiadła na ramieniu Olivera, mając przywiązany do nóżki list.
- Co tam pisze, kochanie? – Zagadnęła wesoło rudowłosa.
- Wasza ciocia…Hermiona…leży w szpitalu. Miała zawał..
Rodzeństwo zamarło. Wiadomość ta przyćmiła całą radość ze spędzonego wspólnie czasu. Zniszczyła także w zarodku pomysł niezapowiedzianych odwiedzin u Scorpiusa. Pomyśleć, ile nieszczęścia może przynieść jedna mała sówka…
***
Tymczasem w Anglii, w domu Neve Malfoy podobną wiadomość czytał Rosco. Nadawcą listu był Travis.

„Hej Rosco,

Prawdopodobnie jeszcze o tym nie wiesz, bo nie rozmawiasz ze swoim ojcem. Babcia Hermiona miała zawał, niedawno dowiedziałem się od taty. Nie znam szczegółów, nie chciał powiedzieć. Coś ukrywa. Wiem tylko, że stało się to podczas jego odwiedzin z mamą u nich. Mam zamiar ją odwiedzić. Myślę, że ty też powinieneś.”

Rosco odłożył list, po czym opadł miękko na łóżko, na którym siedział. No takich wiadomości, to się nie spodziewał. Babcia Hermiona kochała go i rozpieszczała ponad życie. W końcu był cząstką jej ukochanej córki.
Jeśli chodzi o stosunki z Weasleyami, były one zdecydowanie bliższe niż z Malfoyami. Kochał zarówno jednych i drugich dziadków, ale dzieciństwo spędził przede wszystkim w otoczeniu Travisa, wujka Hugona, oraz dziadków Ronalda i Hermiony. Dla Draco i Astorii było to całkiem zrozumiałe, że tak się stało. Scorpius po stracie potrzebował wsparcia przyjaciół, a Rosco kogoś, z kim mógłby się bawić. Jednak cały czas utrzymuje również bliski kontakt z dziadkami Malfoyami.
O kontaktach Rosco i Travisa nie trzeba opowiadać – kuzyni i najlepsi przyjaciele. Z kolei z Hugonem łączyła go szczególna więź. Kiedy był mniejszy i brakowało mu mamy, rudzielec dawał mu poczucie, że jakaś część mamy jest cały czas obok niego. Wiele razy słuchał opowieści o dzieciństwie swojej matki. Często do słuchania tych opowieści przyłączał się również Travis. A sam Hugon, traktował Rosco jak swojego drugiego syna i razem z żoną, pomagali Scorpiusowi w jego wychowaniu. Z kolei Scorpiusa, po śmierci Rose, traktował jak brata.
Zaś Hermiona i Ron…starali się, aby Rosco odwiedzał ich w dzieciństwie najczęściej jak się da, żeby nie odczuwał tak straty matki, zmiany wszystkiego, co wokół niego się działo. Posiadali tylko dwoje wnucząt, którymi byli właśnie Rosco i Travis. Z młodym Malfoyem posiadali bardzo dobre kontakty, za dzieciństwa był z nimi bardzo zżyty i darzył ich szacunkiem. Ta wiadomość przyniosła mu smutek, to niewątpliwe. Zamierzał odwiedzić babcię, kiedy to tylko będzie możliwe. Tymczasem, miał do załatwienia pewną sprawę. Lucjusz chciał się z nim spotkać. Tak więc, blondyn postanowił się ubrać, zszedł z piętra i ruszył w kierunki drzwi.
- A ty gdzie wychodzisz? – W przejściu do salonu pojawił się nikt inny jak Neve.
- Mam randkę, jeśli już musisz być taka wścibska. Wrócę niedługo, nie martw się.
- Przestań być taki pyskaty w stosunku do mnie. Mieszkasz tu, bo nikt inny nie wziąłby cię pod opiekę, bo jesteś nie do zniesienia. Miałam wziąć ślub w kwietniu, a przez twoje wybryki i doprowadzenie mojego brata do takiego stanu, musiałam przełożyć ślub na przyszłe wakacje. O ponad rok – czy ty to rozumiesz?! Chyba nie dociera do ciebie, że twoje decyzje nie wpływają tylko na jedną osobę – wpływają na całą rodzinę. Od czasu śmierci swojej matki, jesteś bardzo ważny dla swojego ojca, mnie, wujów, dziadków. Dlatego jeśli coś się dzieję, to każdego to dotyka. Więc ogarnij się, bo i mnie skończą się nerwy niedługo! A pod mostem mieszkać nie będziesz, bo Rose by mnie zabiła.
- Akurat o to, że nikt inny nie weźmie mnie pod opiekę, to bym się wykłócał – odparł Rosco pod nosem, uśmiechając się przy tym cwanie i zamykając za sobą drzwi wejściowe.
Kilkadziesiąt minut później, Rosco znajdował się na stacji King’s Cross, gdzie pośród mugolów, mogli się z Lucjuszem wtopić w tłum, co by nikt nie doniósł o ich spotkaniu.
- Witaj Rosco, cieszę się, że zgodziłeś się na to spotkanie.
- Tak tak, zostawmy przyjemności. Powiedz, o co chodzi. Nie mam zbyt wiele czasu, a czekają na mnie jeszcze inne sprawy.
- Jak miło patrzeć, że stajesz się taki jak ja. Dobrze, więc będę się streszczał. Mam możliwość załatwienia tobie wymiany studenckiej z Durmstrangiem. Na pierwsze dwa miesiące roku szkolnego. Mam tam znajomości, a i znajdzie się parę osób w dobrych stosunkach z tą McGonnagall. Sto dziesięć lat już ma, kto to widział tyle żyć…
- No jakoś nie uśmiecha mi się ten pomysł. Nikogo tam nie znam, w Hogwarcie mam Travisa i Hannibala.
- A gdybym ci powiedział, że mógłbyś się tam nauczyć tego, przed czym uczą obrony w Hogwarcie? – Spytał Lucjusz, kładąc rękę na ramieniu prawnuka.
- Rozwiń tą myśl…
- Pomyśl jakie uczucie mogłoby cię przepełniać, gdybyś bez problemów, bez żadnego ukrywania się, nauczył jak rzucać Imperio. Potęga Imperiusa jest zaprawdę wielka. Sterujesz ludźmi, niczym marionetkami…
________________________________________
Proszę oto i nowy rozdział. Przez cały lipiec i kawałek sierpnia odbywam praktyki, więc nie gniewajcie się jak kolejny rozdział znów pojawi się późno. Wszystko zależy od mojej weny i od tego czy będę miała czas. Ale postaram się oczywiście jak najszybciej dodać kolejny rozdział. Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. Wieki mnie tu nie było i bardzo przpraszam. Pochłonęły mnie studia praca i organizowanie ślubu. Ale obiecuję, że jeśli tylko wróci do mnie wena - co jest najważniejsze, wrócę i ja z rozdziałami

    OdpowiedzUsuń