sobota, 30 kwietnia 2011

1. Hebanowe Wzgórze


Trzydziesty pierwszy sierpień. Urodziny sławnego Pottera i dzień odwiedzin grobu Rose Malfoy. Scorpius wraz ze swym jedenastoletnim synem odwiedzał grób ukochanej żony. Odwiedzali go co tydzień. Wyjazd Rosco do szkoły miał to zmienić. Dlatego też, młodzieniec postawił na grobie matki, piękny bukiet z czerwonych róż, by mógł jakoś usprawiedliwić swoją kilkumiesięczną nieobecność w przyszłości.
– Jak ten czas leci, co nie, mamo? Idę do Hogwartu jutro i żałuję, że nie możesz przy tym być. Ale obiecuję, że będę robił wszystko byś tam na górze, była ze mnie dumna. A za parę lat, gdy będę kończył szkołę, zostawię ci chusteczki, byś mogła otrzeć łzy szczęścia ze swoich policzków… będziesz ze mnie dumna, obiecuje…
***
– Rose, przeklinam cię zaprawdę. Dlaczego nasz syn musiał odziedziczyć punktualność po tobie?! – Scorpius od piętnastu minut, czekał na swojego pierworodnego w holu. Od kwadransu powinni znajdować się wraz z resztą rodziny na peronie 9 i ¾.
– Idę tato! ­– Na schodach pojawił się jedenastoletni blondyn, mierzący sto sześćdziesiąt pięć centymetrów, z rażąco brązowymi oczami, rozczochraną czupryną, wygniecioną marynarką i stosem lewitujących za nim kufrów – ku uprzejmości cioci Neve.   
– Bracie, upewniałeś się czy to twoje dziecko? Za krzty w nim Malfoya, cały Weasley. No, ewentualnie wygląd.
– Też czasami w to powątpiewam, Neve. – Scorpius zaśmiał się, poklepując syna po plecach. Chwilę później cała trójka otrzepywała się z okruchów popiołu, w ukrytym kominku na stacji kolejowej. Dołączenie do rodziny na „magicznym” peronie zajęło im raptem dziesięć minut. Jednakże, zjawili się tam w ostatniej chwili. Rosco nie zdążył nawet przywitać się z wujkami, tylko od razu wbiegł do pociągu, który miał go zawieźć do jego przyszłej szkoły – Hogwartu.
Pomachał wszystkim dorosłym z okna, po czym zaczął szukać przedziału i swoich znajomych. Mianowicie Travisa i Hannibala, najlepszych przyjaciół z dzieciństwa.
Hannibal Lorcan posiadał korzenie koreańsko-angielskie. Jego matka, była jedynym dzieckiem Blaisa Zabiniego i wybranki jego serca. Młody Lorcan niczym nie różnił się od dziadka w charakterze. Spędził z nim większość swojego dzieciństwa, a co za tym idzie, również z Rosco.
Travisa Weasleya nikomu nie trzeba było przedstawiać. Był jedynym kuzynem, z którym Rosco umiał się dogadać. Ku zdziwieniu wielu znajomych, Travis poszedł w matkę – Węgierkę. Nie posiadał nawet jednego piega, co nie raz powodowało zwątpienie w ojcostwo Hugona. Jednakże odziedziczył po nim charakter. Nie miał rodzeństwa, ale zawsze wspierał przyjaciół, służył za powiernika i pocieszyciela kuzynek no i uwielbiał Qudditch. To właśnie on był przy Rosco, tego feralnego dnia.
Młody Malfoy nie miał zbyt wielu wspomnień z mamą. Miał zaledwie trzy lata i nie skupiał się na zapamiętywaniu wszystkiego. Tylko zdjęcia i mugolskie nagrania z kamery, pomagają mu w odtworzeniu wspomnień. Praktycznie wychował go ojciec. Nie zaznał więc matczynej miłości, ponieważ Scorpius nie miał zamiaru się z nikim więcej wiązać. Było ciężko. Ale Rosco mógł pochwalić ojca w stu procentach, ponieważ wyrósł na porządnego młodzieńca. Scorpius nie uczył go zasad starych Malfoyów – absolutnie! Uczył syna tolerancji dla mugoli, szacunku dla kobiet, dobrego podejścia do innych domów. Trzymał go jak najdalej od dziadka Lucjusza, który nie pomieszkiwał od czasu do czasu odwiedzić swojego prawnuka i nauczyć go kilku niepotrzebnych, złych, podłych rzeczy.
– Myślisz o mamie? Na pewno byłaby teraz dumna z ciebie. – Travis położył dłoń na ramieniu kuzyna, tym samym wybijając go z transu zamyślenia i wspomnień.
Blondyn uśmiechnął się pod nosem i dał się skusić na partyjkę czarodziejskich szachów, by choć na chwilę stłumić uczucie tęsknoty za matką…uczucie tęsknoty za jedynym wyraźnym wspomnieniem dotyczącym matki. Słuchaniem „Czerwonego Kapturka” na kolanach Rose, w bujanym, hebanowym fotelu. Fotelu zrobionym z drzew z tzw. „hebanowego wzgórza”, na którym znajdował się ich dom…
***
– No, Travis na bank trafi do Gryffindoru. Ja trafiłem do Slytherinu. Tylko ty taki…trudny do obstawienia jesteś no! – Hannibal wiercił się pośród reszty pierwszoklasistów, czekając na kolej blond kolegi.
– Rosco Malfoy! ­– na twarzy sędziwej już dyrektor McGonagall zagościł ciepły uśmiech, na wspomnienie właścicielki tych samych brązowych oczu, co ów wyczytany pierwszoklasista.
Blondyn usiadł na taborecie i bez strachu przyjął pierwsze okrzyki Tiary.
– No kto by pomyślał! Takie połączenie! Spryt, inteligencja, odwaga, szacunek! Ah, cóż za trudna decyzja! Gdzie cię wysłać, aby nie popełnić błędu?! A niech będzie – Slytherin!
Takiego wyboru spodziewali się wszyscy, prócz najbliższej rodziny i paru nauczycieli.
Dlaczego Tiara przydzieliła go akurat do domu Węża? Czyżby ze względu na krew, która w nim płynie, na nazwisko? Travis nie ukrywał smutku, gdyś piętnaście minut później Tiara przydzieliła go do Gryffindoru. Jednakże, Hannibal zapewniał, że całą trójką dołożą starań, aby nie stracić kontaktu. W końcu znają się od dzieciństwa i nie zostali wychowani w nienawiści do domu Lwa i Węża.
Po dokończeniu przydziału i soczystej kolacji pierwszoroczniacy zostali odprowadzeni przez prefektów do poszczególnych siedzib i dormitoriów. Rosco oczywiście dzielił pokój z Hannibalem.  Czekała go tam niespodzianka w postaci listów od rodzinki. Pierwszy był od Neve i Scorpiusa:

Drogi Rosco,

Jak się zapewnie domyślasz, wiemy już, do jakiego domu zostałeś przydzielony. Jesteśmy odrobinę zaskoczeni, ale wierzymy, że będziesz się dobrze uczył i rozwijał, bez względu na to. Masz przy sobie Hannibala, więc nie jesteś sam. Życzymy ci miłych wspomnień, dobrych ocen i zawarcia nowych – ale dobrych – znajomości. Widzimy się na święta. Wtedy będziemy mieli więcej do obgadania. Trzymaj się ciepło!

Z gorącymi pozdrowieniami,
Neve i twój stary, zrzędliwy ojciec.


Drugi był od Ackermana i Hugona:

Witaj młody,

Jak się trzymasz? Słyszeliśmy, że trafiłeś do Slytherinu. No cóż, nie pasujesz nam tam, ale pochodzisz z takich rodzin, że dasz sobie radę. Trzymaj się Hannibala i Travisa, nie wdawaj się w znajomości z potomkami Śmierciożerców, szanuj rówieśników, ucz się dobrze…kurde wybacz, Acker się rozpisał. Postępuj tak, by mama była z ciebie dumna. Byśmy wszyscy byli z ciebie dumni. Do zobaczenia w święta.

Twoi niepowtarzalni wujkowie,
Hugon i Ackerman.


Rosco uśmiechnął się pod nosem, a w kąciku jego oka, zakręciła się maleńka łza. Obiecał sobie, że nie zawiedzie swoich najbliższych i zrobi wszystko, aby Rose była z niego dumna, nawet jeśli odeszła wiele lat temu…

 _______________________________________
No i proszę, udało się! Było ciężko, ale w końcu udało mi się napisać ten prolog. Mam nadzieję, że zarówno starzy czytelnicy jak i nowi będą czytać tą kontynuację. Mam nadzieję, że się spodoba!