_______________________________________________________________
Walentynki nie są godne uwagi, ponieważ przebiegły tak jak co
roku. Bez jakichkolwiek odchyleń, zaskoczeń. RoSco dostał kilkanaście
walentynek, ale po raz kolejny w liczbie wielbicielek pokonał go Travis, a z
kolei jego – bożyszcze nastolatek zwane zdrobniale Hani.
- Człowieku jak ty to robisz? Myślałem, że ten tytuł pozostanie w
mojej rodzinie!
- Czas odejść na emeryturę, milordzie. – Hannibal poklepał
przyjaciela po plecach, posyłając wielbicielkom powalający uśmiech.
Więc walentynki były powtórką z poprzednich lat.
Za to dziś był dziewiętnasty luty, czyli szesnaste urodziny Rosco.
Jego impreza urodzinowa w Pokoju Życzeń została zaplanowana już miesiąc
wcześniej przez jego zacnych przyjaciół. Hannibal, po grudniowej rozmowie z
blondynem, dopilnował, aby na urodzinach nie znalazł się nikt, kto ma obecnie
kontakt z czarną magią, ponieważ mogła być to wtyczka Lucjusza. To zawęziło
krąg zaproszonych osób z Domu Węża, ale nie liczyła się liczba osób. Liczyło
się kto przyjdzie. A przyszło z około trzydzieści osób z domu węża i kilka osób
z Gryffindoru – zaufani ludzie Travisa, których Rosco akceptował. Oczywiście
nie zdziwi nikogo to, że przyjaciele jubilata zadbali o to, żeby przynajmniej
połowa gości była płci pięknej.
Po godzinie osiemnastej w Pokoju Życzeń zebrani byli już wszyscy
goście. Nie zabrakło muzyki, gier typu Twister, alko chińczyk czy rozbierany
poker. Hogwart jest rozpustny, tak jasne. Nie! To Dom Węża po prostu zawsze
taki był, jest i prawdopodobnie będzie. W czasie, gdy Rosco i Travis grali z
pięknymi obywatelkami Slytherinu, Hannibal poszedł do Lochów, aby odebrać ze
swojego dormitorium prezent od niego i Weasleya dla Rosco.
Gdy już miał wychodzić, do jego okna zapukała sowa. Od razu
rozpoznał w niej zwierzę Scorpiusa Malfoya. Za jej przyzwoleniem odebrał list
dla przyjaciela i obiecał, że przekaże, go jak najszybciej do adresata. Kiedy
dotarł z powrotem na miejsce imprezy, wziął jubilata i Travisa na bok.
- Trzymaj stary. To od twojego ojca. Otwórz.
Rosco spojrzał na kopertę, na której rozpoznał pismo ojca.
Otworzył ją i wyjął list.
Rosco,
Zawsze
mówiłem do Ciebie synu, ale tym razem, nie potrafię. Twoje słowa, które padły w
moją stronę w Wigilię, wywarły na mnie ogromne wrażenie. Złe, dobijające,
smutne. Nie mogę już tego dłużej znieść. Nie mogę znieść tego, że nie ma obok
mojej Rose. Nie mogę znieść Ciebie! Tak, niestety dobrze widzisz. Mam dość
Twoich obelg pod moim adresem. Jeśli wolisz swojego kochanego dziadunia
Lucjusza, to proszę bardzo. Nie będę się temu przyglądał i to tolerował. Jesteś
ze mną albo wcale. Jestem zmuszony użyć drastycznych środków. Przesyłam ci
klucze do mieszkania twojej ciotki Neve. Chociaż wątpię, czy z nich
skorzystasz. Pewnie od razu polecisz do Lucjusza. W każdym razie, dopóki nie
otrzeźwiejesz, drzwi do domu są dla Ciebie zamknięte. W kopercie znajdziesz
jeszcze fiolkę. Z moimi myślami. Zobaczysz jaki kiedyś byłem dla Twojej matki.
Może to Ci uświadomi, ile osób możesz zranić, jeśli dasz z siebie zrobić
typowego Malfoya, jakim jest Lucjusz.
Twój
zawiedziony ojciec.
Rosco znieruchomiał. Ojciec kochał go bezgranicznie, nieważne co
przeskrobał. A tu takie słowa. Czy faktycznie, Lucjusz był, aż taki zły? Neve
go ostrzegała, Hannibal…a teraz taki list od ojca. Wziął fiolkę i postanowił
pójść z chłopakami do gabinetu dyrektor McGonnagall, aby skorzystać z
myśloodsiewni.
Nie było jeszcze zbyt późno, toteż dyrektorka z chęcią ich
wpuściła, gdy usłyszała jaki jest powód wizyty.
Blondyn podszedł z fiolką do myśloodsiewni i wlał jej zawartość do
środka. Chwilę później znajdował się już w czasach ojca.
– No no, wiewióra wnosząca bagaże. Potter, co z ciebie za
dżentelmen… – Rose usłyszała za sobą ten jakże drwiący głos. Odwróciła się i
ujrzała Scorpiusa Malfoya. Jej utrapienie od pięciu lat. „Ale jakie przystojne.
W te wakacje stał się jeszcze bardziej pociągający”, zamarzyła się Ruda,
zapominając o bagażach, które wypadły jej z rąk.
– …a z wiewióry niezdara. – Zaśmiał się blondyn i wszedł do pociągu, nie racząc nawet pomóc Rose.
– …a z wiewióry niezdara. – Zaśmiał się blondyn i wszedł do pociągu, nie racząc nawet pomóc Rose.
*
– Sama umiem otworzyć drzwi, Malfoy. Idziemy? – Ruda uśmiechnęła
się kpiąco.
– Taa… – burknął Scorpius i wraz z Rose udał się do Hogsmeade, gdzie czekał już na nich powóz.
– Przez ciebie spóźnimy się na rozpoczęcie.
– Od kiedy Narcyz się tym przejmuje? – Zadrwiła dziewczyna.
– Weasley, ty… – Malfoy nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ powóz wjechał na jakiś kamień i młodzieniec poleciał do przodu, lądując na Rose. Podniósł się nad rękach i spojrzał w orzechowe oczy towarzyszki. Był kilka milimetrów od niej. Uśmiechnął się drwiąco.
– No i co teraz?
– Zejdź ze mnie erotomanie! Tylko jedno ci w głowie! – Rose próbowała odepchnąć blondyna, lecz jej się to nie udało. Pogorszyła tylko sytuację. Scorpius złapał ją za nadgarstki i wyszeptał jej do ucha:
– Dobrze ci radzę. Nie mów więcej takich rzeczy, bo pożałujesz.
Wypowiedział to takim głosem, że rudowłosą przeszły ciarki po całym ciele. Nawet, gdy chłopak wrócił na swoje miejsce, ona dalej siedziała zdezorientowana. A blondyn spoglądał na nią, co chwilę z triumfalnym uśmieszkiem.
*
– Taa… – burknął Scorpius i wraz z Rose udał się do Hogsmeade, gdzie czekał już na nich powóz.
– Przez ciebie spóźnimy się na rozpoczęcie.
– Od kiedy Narcyz się tym przejmuje? – Zadrwiła dziewczyna.
– Weasley, ty… – Malfoy nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ powóz wjechał na jakiś kamień i młodzieniec poleciał do przodu, lądując na Rose. Podniósł się nad rękach i spojrzał w orzechowe oczy towarzyszki. Był kilka milimetrów od niej. Uśmiechnął się drwiąco.
– No i co teraz?
– Zejdź ze mnie erotomanie! Tylko jedno ci w głowie! – Rose próbowała odepchnąć blondyna, lecz jej się to nie udało. Pogorszyła tylko sytuację. Scorpius złapał ją za nadgarstki i wyszeptał jej do ucha:
– Dobrze ci radzę. Nie mów więcej takich rzeczy, bo pożałujesz.
Wypowiedział to takim głosem, że rudowłosą przeszły ciarki po całym ciele. Nawet, gdy chłopak wrócił na swoje miejsce, ona dalej siedziała zdezorientowana. A blondyn spoglądał na nią, co chwilę z triumfalnym uśmieszkiem.
*
– Jesteś
ze Scott’em?
– Eee…nie.
– To czemu
się z nim całowałaś?!
– Tak
jakoś wyszło. To on zaczął. A nawet jeśli, to nie mogę? – Rose uderzyła w czuły
punkt chłopaka. Scorpius widząc, że dziewczyna powoli zagania go do koziego
rogu, przycisnął ją do ściany.
– Nie
pozwolę, by pokonał mnie jakiś głupi siedemnastolatek – odparł Malfoy i
pocałował rudowłosą. Bez uprzedzenia. Przyciągnął ją mocno do siebie i nie
zamierzał wypuścić jej już z rąk. Rose natomiast nie wiedziała, co zrobić. To
już drugi raz dziś, gdy ktoś ją całuje, a ona nie wie jak się zachować. Ale
Scorpius, w porównaniu do Nathana całował o niebo lepiej. Ruda nie
zastanawiając się dłużej, wtuliła się w chłopaka i odwzajemniła pocałunek.
Ślizgon uśmiechnął się w duchu i posadził dziewczynę na pobliskie biurko.
Rozpuścił jej włosy, ponieważ tak o wiele bardziej mu się podobała. Pocałunki
stawały się coraz bardziej namiętne, pożądliwe…
–
Scorpius… – szepnęła Rose.
– Cii… –
Uciszył ją chłopak, po czym przerwał pocałunek. Spojrzał jej w oczy i odgarnął
jej kosmyk włosów.
*
Rosco został brutalnie wyciągnięty z myśli swojego ojca za sprawą
Hannibala i Travisa. Chłopaki zaczęli się o niego martwić, ponieważ zaczął się
troszeczkę trząść. Jak się później okazało – z emocji. W oczach miał łzy, ale
na twarzy malowała się złość.
- To co zobaczyłem, tylko mnie upewniło, że ojciec był okropny dla
matki. Lucjusz wychowuje mnie na innego. Nie będę taki jak ojciec. Będę lepszy.
Przeprowadzam się do dziadka Lucjusza.
Travis i Hannibal spojrzeli na siebie z niepokojem. Gdy Rosco
opuścił gabinet dyrektorki, chłopcy wraz z właścicielką owego gabinetu, wysłali
priorytetowe listy do swoich ojców. Liczył się czas. Trzeba było odzyskać
Rosco, póki jeszcze mieli czas…
***
Połowa drugiego semestru minęła jak z bicza strzelił. Nim chłopaki
się obejrzeli, był już marzec. Śnieg zaczął topnieć, słabsi uczniowie zaczynali
przykładać się do nauki, a wielbiciele pływania tylko czekali, aż jezioro
odmarznie całkowicie i będzie można usiąść przy brzegu i zamoczyć stopy.
Tymczasem Rosco postanowił wykorzystać przywileje kuzyna-prefekta.
Długo to trwało i kosztowało go kilka Kremowych Piw, ale Ślizgon namówił
Travisa, aby ten pomógł mu się dostać do Łazienki Prefektów. Już od dawna miał
chrapkę na spokojną kąpiel w luksusowej łazience.
**
Zeppelin podczas kilku miesięcy zdążyła już poznać dużo nowych
ludzi. Większość była z Hufflepuffu, znalazło się parę osób z Ravenclawu. Nie
tylko Rosco postanowił użyć swoich znajomości. Ten pomysł wpadł do głowy także
pannie Waldorf. Jej koleżanka z domu była prefektem i także na prośbę Puchonki,
udostępniła jej po kryjomu Łazienkę Prefektów.
Na całe szczęście Zeppelin, łazienka była pusta. Nie było podziału
na męską i żeńską. Była jedna. Kto był pierwszy ten lepszy. Pomieszczenie
wyglądało nieziemsko. Nie żeby łazienki zwykłych uczniów były złe, ale to był
najwyższy standard. Lśniące białe kafelki ze złotymi zdobieniami, wielkie
lustra, toaletki dla dziewczyn, dębowe szafy na ręczniki. Jednakże to centrum
łazienki było najważniejsze. W tym miejscu znajdowała się wielka wanna, która
bardziej przypominała basen bądź jacuzzi na dwadzieścia osób. Znajdowało się
przy niej z dwanaście kurków, każdy z paskiem w innym kolorze.
Zeppelin stała już w ręczniku przed jednym z luster. Pierwsze co
chciała zrobić to wrócić do swojego naturalnego wyglądu.
- Zaczynam się robić typową dziewczyną. Jeśli już nie umiem czekać
i chciałabym mieć kontakt z potencjalnie boskim chłopakiem już teraz, to czas
na zmiany.
Puchonka wzięła różdżkę i zaklęciem wróciła sobie naturalny kolor
włosów. Następnie wyciągnęła soczewki kontaktowe i rozpuściła włosy. Następnie
podeszła do wanny i zaczęła zsuwać ręcznik po plecach…gdy nagle usłyszała
dźwięk otwieranych drzwi. „Cholera,
zapomniałam o zamku!” pomyślała.
Z powrotem zarzuciła na siebie ręcznik i odwróciła się, aby
zobaczyć, kto wykorzystał jej nieuwagę.
W drzwiach zobaczyła Rosco. Miał na sobie satynowe spodnie od
piżamy i niedopiętą, wymiętą koszulę. Zeppelin już chciała zacząć krzyczeć, ale
wtem Malfoy wydał z siebie słowo:
- Mamo… - Blondyn oniemiał z wrażenia. Stała przed nim dziewczyna,
która wyglądała jak jego matka za młodych lat. Wyglądała przepięknie. Miała
długie, lekko falowane, rude włosy oraz hipnotyzujące brązowe oczy. Ręcznik
odsłaniał smukłe nogi i ręce. Przez chwilę złapał się na tym, że chciałby, aby
ten ręcznik odsłaniał nieco więcej…
Zeppelin spostrzegła, że Rosco najwyraźniej jej nie poznał, więc
zebrała swoje ubrania i torbę z toaletki, a następnie wybiegła z Łazienki
Prefektów bez słowa.
Blondyn jeszcze przed chwilę stał w miejscu nie wiedząc, co o tym
wszystkim myśleć. W końcu otrząsnął się i ruszył w kierunku toaletek, aby
położyć swoje rzeczy. Po drodze jednak potknął się o coś. Jak się później
okazało – książkę. Otworzył ją na pierwszej stronie i spojrzał w lewy dolny
róg.
Własność
Zeppelin Waldorf, Hufflepuff, piąty rocznik.