piątek, 10 sierpnia 2012

6. Póki jeszcze mieli czas

Proszę oto kolejny rozdział. Wrzucam go w dość smutnych dla mnie okolicznościach. Teraz jakikolwiek cień radości odnajduje już tylko w muzyce, więc nie wiem kiedy uda mi się dokończyć do całości następny rozdział. Jeśli chcecie zostać poinformowani, zostawcie swoje adresy. A teraz życzę miłego czytania.
_______________________________________________________________

Walentynki nie są godne uwagi, ponieważ przebiegły tak jak co roku. Bez jakichkolwiek odchyleń, zaskoczeń. RoSco dostał kilkanaście walentynek, ale po raz kolejny w liczbie wielbicielek pokonał go Travis, a z kolei jego – bożyszcze nastolatek zwane zdrobniale Hani.
- Człowieku jak ty to robisz? Myślałem, że ten tytuł pozostanie w mojej rodzinie!
- Czas odejść na emeryturę, milordzie. – Hannibal poklepał przyjaciela po plecach, posyłając wielbicielkom powalający uśmiech.
Więc walentynki były powtórką z poprzednich lat.
Za to dziś był dziewiętnasty luty, czyli szesnaste urodziny Rosco. Jego impreza urodzinowa w Pokoju Życzeń została zaplanowana już miesiąc wcześniej przez jego zacnych przyjaciół. Hannibal, po grudniowej rozmowie z blondynem, dopilnował, aby na urodzinach nie znalazł się nikt, kto ma obecnie kontakt z czarną magią, ponieważ mogła być to wtyczka Lucjusza. To zawęziło krąg zaproszonych osób z Domu Węża, ale nie liczyła się liczba osób. Liczyło się kto przyjdzie. A przyszło z około trzydzieści osób z domu węża i kilka osób z Gryffindoru – zaufani ludzie Travisa, których Rosco akceptował. Oczywiście nie zdziwi nikogo to, że przyjaciele jubilata zadbali o to, żeby przynajmniej połowa gości była płci pięknej.
Po godzinie osiemnastej w Pokoju Życzeń zebrani byli już wszyscy goście. Nie zabrakło muzyki, gier typu Twister, alko chińczyk czy rozbierany poker. Hogwart jest rozpustny, tak jasne. Nie! To Dom Węża po prostu zawsze taki był, jest i prawdopodobnie będzie. W czasie, gdy Rosco i Travis grali z pięknymi obywatelkami Slytherinu, Hannibal poszedł do Lochów, aby odebrać ze swojego dormitorium prezent od niego i Weasleya dla Rosco.
Gdy już miał wychodzić, do jego okna zapukała sowa. Od razu rozpoznał w niej zwierzę Scorpiusa Malfoya. Za jej przyzwoleniem odebrał list dla przyjaciela i obiecał, że przekaże, go jak najszybciej do adresata. Kiedy dotarł z powrotem na miejsce imprezy, wziął jubilata i Travisa na bok.
- Trzymaj stary. To od twojego ojca. Otwórz.
Rosco spojrzał na kopertę, na której rozpoznał pismo ojca. Otworzył ją i wyjął list.

Rosco,
Zawsze mówiłem do Ciebie synu, ale tym razem, nie potrafię. Twoje słowa, które padły w moją stronę w Wigilię, wywarły na mnie ogromne wrażenie. Złe, dobijające, smutne. Nie mogę już tego dłużej znieść. Nie mogę znieść tego, że nie ma obok mojej Rose. Nie mogę znieść Ciebie! Tak, niestety dobrze widzisz. Mam dość Twoich obelg pod moim adresem. Jeśli wolisz swojego kochanego dziadunia Lucjusza, to proszę bardzo. Nie będę się temu przyglądał i to tolerował. Jesteś ze mną albo wcale. Jestem zmuszony użyć drastycznych środków. Przesyłam ci klucze do mieszkania twojej ciotki Neve. Chociaż wątpię, czy z nich skorzystasz. Pewnie od razu polecisz do Lucjusza. W każdym razie, dopóki nie otrzeźwiejesz, drzwi do domu są dla Ciebie zamknięte. W kopercie znajdziesz jeszcze fiolkę. Z moimi myślami. Zobaczysz jaki kiedyś byłem dla Twojej matki. Może to Ci uświadomi, ile osób możesz zranić, jeśli dasz z siebie zrobić typowego Malfoya, jakim jest Lucjusz.

Twój zawiedziony ojciec.

Rosco znieruchomiał. Ojciec kochał go bezgranicznie, nieważne co przeskrobał. A tu takie słowa. Czy faktycznie, Lucjusz był, aż taki zły? Neve go ostrzegała, Hannibal…a teraz taki list od ojca. Wziął fiolkę i postanowił pójść z chłopakami do gabinetu dyrektor McGonnagall, aby skorzystać z myśloodsiewni.
Nie było jeszcze zbyt późno, toteż dyrektorka z chęcią ich wpuściła, gdy usłyszała jaki jest powód wizyty.
Blondyn podszedł z fiolką do myśloodsiewni i wlał jej zawartość do środka. Chwilę później znajdował się już w czasach ojca.

– No no, wiewióra wnosząca bagaże. Potter, co z ciebie za dżentelmen… – Rose usłyszała za sobą ten jakże drwiący głos. Odwróciła się i ujrzała Scorpiusa Malfoya. Jej utrapienie od pięciu lat. „Ale jakie przystojne. W te wakacje stał się jeszcze bardziej pociągający”, zamarzyła się Ruda, zapominając o bagażach, które wypadły jej z rąk.
– …a z wiewióry niezdara. – Zaśmiał się blondyn i wszedł do pociągu, nie racząc nawet pomóc Rose.
*
– Sama umiem otworzyć drzwi, Malfoy. Idziemy? – Ruda uśmiechnęła się kpiąco.
– Taa… – burknął Scorpius i wraz z Rose udał się do Hogsmeade, gdzie czekał już na nich powóz.
– Przez ciebie spóźnimy się na rozpoczęcie.
– Od kiedy Narcyz się tym przejmuje? – Zadrwiła dziewczyna.
– Weasley, ty… – Malfoy nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ powóz wjechał na jakiś kamień i młodzieniec poleciał do przodu, lądując na Rose. Podniósł się nad rękach i spojrzał w orzechowe oczy towarzyszki. Był kilka milimetrów od niej. Uśmiechnął się drwiąco.
– No i co teraz?
– Zejdź ze mnie erotomanie! Tylko jedno ci w głowie! – Rose próbowała odepchnąć blondyna, lecz jej się to nie udało. Pogorszyła tylko sytuację. Scorpius złapał ją za nadgarstki i wyszeptał jej do ucha:
– Dobrze ci radzę. Nie mów więcej takich rzeczy, bo pożałujesz.
Wypowiedział to takim głosem, że rudowłosą przeszły ciarki po całym ciele. Nawet, gdy chłopak wrócił na swoje miejsce, ona dalej siedziała zdezorientowana. A blondyn spoglądał na nią, co chwilę z triumfalnym uśmieszkiem.
*
– Jesteś ze Scott’em?
– Eee…nie.
– To czemu się z nim całowałaś?!
– Tak jakoś wyszło. To on zaczął. A nawet jeśli, to nie mogę? – Rose uderzyła w czuły punkt chłopaka. Scorpius widząc, że dziewczyna powoli zagania go do koziego rogu, przycisnął ją do ściany.
– Nie pozwolę, by pokonał mnie jakiś głupi siedemnastolatek – odparł Malfoy i pocałował rudowłosą. Bez uprzedzenia. Przyciągnął ją mocno do siebie i nie zamierzał wypuścić jej już z rąk. Rose natomiast nie wiedziała, co zrobić. To już drugi raz dziś, gdy ktoś ją całuje, a ona nie wie jak się zachować. Ale Scorpius, w porównaniu do Nathana całował o niebo lepiej. Ruda nie zastanawiając się dłużej, wtuliła się w chłopaka i odwzajemniła pocałunek. Ślizgon uśmiechnął się w duchu i posadził dziewczynę na pobliskie biurko. Rozpuścił jej włosy, ponieważ tak o wiele bardziej mu się podobała. Pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne, pożądliwe…
– Scorpius… – szepnęła Rose.
– Cii… – Uciszył ją chłopak, po czym przerwał pocałunek. Spojrzał jej w oczy i odgarnął jej kosmyk włosów.
*
Rosco został brutalnie wyciągnięty z myśli swojego ojca za sprawą Hannibala i Travisa. Chłopaki zaczęli się o niego martwić, ponieważ zaczął się troszeczkę trząść. Jak się później okazało – z emocji. W oczach miał łzy, ale na twarzy malowała się złość.
- To co zobaczyłem, tylko mnie upewniło, że ojciec był okropny dla matki. Lucjusz wychowuje mnie na innego. Nie będę taki jak ojciec. Będę lepszy. Przeprowadzam się do dziadka Lucjusza.
Travis i Hannibal spojrzeli na siebie z niepokojem. Gdy Rosco opuścił gabinet dyrektorki, chłopcy wraz z właścicielką owego gabinetu, wysłali priorytetowe listy do swoich ojców. Liczył się czas. Trzeba było odzyskać Rosco, póki jeszcze mieli czas…
***
Połowa drugiego semestru minęła jak z bicza strzelił. Nim chłopaki się obejrzeli, był już marzec. Śnieg zaczął topnieć, słabsi uczniowie zaczynali przykładać się do nauki, a wielbiciele pływania tylko czekali, aż jezioro odmarznie całkowicie i będzie można usiąść przy brzegu i zamoczyć stopy.
Tymczasem Rosco postanowił wykorzystać przywileje kuzyna-prefekta. Długo to trwało i kosztowało go kilka Kremowych Piw, ale Ślizgon namówił Travisa, aby ten pomógł mu się dostać do Łazienki Prefektów. Już od dawna miał chrapkę na spokojną kąpiel w luksusowej łazience.
**
Zeppelin podczas kilku miesięcy zdążyła już poznać dużo nowych ludzi. Większość była z Hufflepuffu, znalazło się parę osób z Ravenclawu. Nie tylko Rosco postanowił użyć swoich znajomości. Ten pomysł wpadł do głowy także pannie Waldorf. Jej koleżanka z domu była prefektem i także na prośbę Puchonki, udostępniła jej po kryjomu Łazienkę Prefektów.
Na całe szczęście Zeppelin, łazienka była pusta. Nie było podziału na męską i żeńską. Była jedna. Kto był pierwszy ten lepszy. Pomieszczenie wyglądało nieziemsko. Nie żeby łazienki zwykłych uczniów były złe, ale to był najwyższy standard. Lśniące białe kafelki ze złotymi zdobieniami, wielkie lustra, toaletki dla dziewczyn, dębowe szafy na ręczniki. Jednakże to centrum łazienki było najważniejsze. W tym miejscu znajdowała się wielka wanna, która bardziej przypominała basen bądź jacuzzi na dwadzieścia osób. Znajdowało się przy niej z dwanaście kurków, każdy z paskiem w innym kolorze.
Zeppelin stała już w ręczniku przed jednym z luster. Pierwsze co chciała zrobić to wrócić do swojego naturalnego wyglądu.
- Zaczynam się robić typową dziewczyną. Jeśli już nie umiem czekać i chciałabym mieć kontakt z potencjalnie boskim chłopakiem już teraz, to czas na zmiany.
Puchonka wzięła różdżkę i zaklęciem wróciła sobie naturalny kolor włosów. Następnie wyciągnęła soczewki kontaktowe i rozpuściła włosy. Następnie podeszła do wanny i zaczęła zsuwać ręcznik po plecach…gdy nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. „Cholera, zapomniałam o zamku!” pomyślała.
Z powrotem zarzuciła na siebie ręcznik i odwróciła się, aby zobaczyć, kto wykorzystał jej nieuwagę.
W drzwiach zobaczyła Rosco. Miał na sobie satynowe spodnie od piżamy i niedopiętą, wymiętą koszulę. Zeppelin już chciała zacząć krzyczeć, ale wtem Malfoy wydał z siebie słowo:
- Mamo… - Blondyn oniemiał z wrażenia. Stała przed nim dziewczyna, która wyglądała jak jego matka za młodych lat. Wyglądała przepięknie. Miała długie, lekko falowane, rude włosy oraz hipnotyzujące brązowe oczy. Ręcznik odsłaniał smukłe nogi i ręce. Przez chwilę złapał się na tym, że chciałby, aby ten ręcznik odsłaniał nieco więcej…
Zeppelin spostrzegła, że Rosco najwyraźniej jej nie poznał, więc zebrała swoje ubrania i torbę z toaletki, a następnie wybiegła z Łazienki Prefektów bez słowa.
Blondyn jeszcze przed chwilę stał w miejscu nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć. W końcu otrząsnął się i ruszył w kierunku toaletek, aby położyć swoje rzeczy. Po drodze jednak potknął się o coś. Jak się później okazało – książkę. Otworzył ją na pierwszej stronie i spojrzał w lewy dolny róg.

Własność Zeppelin Waldorf, Hufflepuff, piąty rocznik.