środa, 15 maja 2013

9. Obyś miał więcej szczęścia.



Czerwiec, słoneczny poranek, temperatura, w której nie zamieniamy się w pieczonego kurczaka i Budapeszt. Dom jednorodzinny ulokowany niedaleko Dunaju,  z widokiem na Wyspę Małgorzaty. Tutaj osiedlił się i założył rodzinę Ackerman Diane – najlepszy przyjaciel Scorpiusa Malfoya oraz ojciec chrzestny Rosco.
Był to dwupiętrowy dom w kolorach bieli i pastelowego błękitu. Bielą pokryte były okiennice, płoty oraz wszelkie drewniane zdobienia, znajdujące się czy to przy dachu, czy przy ganku.  Posiadał także wiele okien, dzięki czemu podczas słonecznych dni, do każdego pokoju wpadało słońce – swoją drogą dawało to niesamowity efekt.
Uroczy domek jednorodzinny w stylu wiktoriańskim zamieszkiwał razem ze swoją żoną Melodią – 32 letnią Węgierką. Opisać ją można było, jako drobną, niską ciemnowłosą dziewczynę o rażąco niebieskich oczach. Wszystkich uderzała jej porcelanowa cera oraz delikatne i młodzieńcze rysy twarzy.
Byli małżeństwem od pięciu lat i od takiego okresu starali się o dziecko. Niestety z marnym skutkiem. Takiej wielkości dom został zakupiony właśnie z myślą o dużej rodzinie. Mieli już nawet przygotowany pokój dziecięcy w neutralnym – kremowym – kolorze. Zarówno Diane jak i jego urocza żona stracili nadzieję, kiedy to Melodia zauważyła u siebie nudności.
- Ack, to już się ciągnie czwarty dzień. Albo mam grypę żołądkową albo…
- Migiem mi do świstoklika, ja w tym czasie zamknę dom!
Kilka minut później, młodzi małżonkowie znajdowali się już w Szpitalu św. Munga, gdzie pracował ginekolog Melodii. Zajmował się również leczeniem niepłodności – te umiejętności, leki i tym podobne rzeczy wyniósł z kilkuletniego pobytu w USA wśród mugoli. Już prawie pięć lat zajmował się przypadkiem Melodii i krajało mu się serce, gdy raz po raz, po każdym In vitro test wskazywał „negatywny”. Dlatego zdziwił się, gdy ujrzał państwa Diane w swoim gabinecie, po ponad półrocznej przerwie od ostatniego nieudanego In vitro. Co za tym poszło – na tamten czas – ostatniej wizyty.
- Melodia, Ackerman, wchodźcie proszę! Siadajcie – powiedział zaskoczony dr. House, widząc ich w drzwiach swojego gabinetu.
- Witaj, Gregory. Jak rodzina? – zapytał Ackerman siadając z żoną na krzesłach.
- Dobrze, dobrze. Ale nie rozmawiajmy o mnie. Mówcie, co was sprowadza! Czyżby…
- Albo to grypa źołądkowa, albo tak, to jest to, co myślisz. Dlatego proszę zrób mi USG. Straciliśmy jakiś czas temu nadzieję, więc ta iskierka to w tym momencie dla mnie wszystko – stwierdziła Melodia wstając z krzesła i kierując się w stronę kozetki.
Dr. House uśmiechnął się tylko z nadzieją, że jego pacjentce nareszcie udało się zajść w ciążę i czym prędzej przystąpił do badania USG. Zarówno Acker jak i jego żona z wyczekiwaniem wpatrywali się w ekran, wodząc wzrokiem w poszukiwaniu „fasolki”…
- Tak, to zdecydowanie ciąża! Co więcej, wnioskuje, że to ósmy tydzień i….ciąża bliźniacza!
- Greg, wiesz, że to nie jest temat do żartów… - zaczął Diane.
- Nie wierzycie mi, to posłuchajcie dwóch bijących serduszek – odparł doktor, po czym włączył głośniki. Po chwili dało się usłyszeć szybkie uderzenia serca – do tego podwójne. Nie dość, że w końcu się udało, to los sprawił im prezent w postaci bliźniaków!
- Ale jak to możliwe? Przestałam brać hormony i wszelkie inne leki, a ostatnie In vitro było robione pół roku temu… - Melodia zamiast cieszyć się z ciąży i z bliźniaków, zaczęła zastanawiać się, jakim cudem się to udało.
- Najwyraźniej, ktoś na górze wysłuchał waszych modlitw. Nigdy u żadnego z was nie stwierdziłem bezpłodności, po prostu braliście leki, żeby trochę rozruszać hormony, bo trochę leniwe były. – Zaśmiał się doktor.
- Czyli to było naturalne poczęcie! Boże, nareszcie się udało! – Ackerman podniósł się z krzesła, po czym wziął żonę na ręce i zaczął się obracać wokół własnej osi. Całkowicie zapomniał, że żona nie skończyła badania, więc na brzuchu znajdowało się jeszcze trochę żelu do badania USG.
- Aj, szaloni! Melodio, z racji, że są to bliźniaki i zajście w ciąże trwało tak długo będziesz mnie odwiedzać, co dwa tygodnie, dobrze?
- Mel, skarbie. Zostań tu i wypytaj się o wszystko, co ważne, ja w tym czasie wyjdę i zadzwonię powiadomić naszych rodziców, dobrze?
- Ok – odparła Melodia do męża, wycierając żel ze swojego brzucha.
Chwilę później Diane znajdował się już na korytarzu oddziału ginekologicznego. Podszedł do automatu z napojami i czekając na kawę, wyciągnął telefon. Już miał nacisnąć zieloną słuchawkę, kiedy usłyszał znajomy głos za plecami:
- Ackerman? – Ów osobnik obrócił się i zobaczył…Lucasa Pardo!
- Lucas, witaj! Wieki się nie widzieliśmy. Ostatnio chyba… - Nie zdążył dokończyć, ponieważ brunet uściskał go przyjaźnie.
- Co ty tu robisz tak, w ogóle? – Zagadnął.
- Ja i moja żona Melodia, w końcu po pięciu latach starań, spodziewamy się dziecka! W sumie, to nawet dwójki. Nawet nie wiesz jak się cieszę – odparł Diane z wielkim uśmiechem na ustach.
- No to najszczersze gratulacje! Ja właśnie parę godzin temu po raz trzeci zostałem ojcem. Trzeci chłopiec, wyobrażasz to sobie?! Cała energia życiowa mi na nich schodzi. A powiedz mi tak w ogóle, co słychać u reszty? Ostatnio widzieliśmy się w szkolnym składzie, na ślubie Rose i Scorpiusa.
- Nie doszły do ciebie żadne wieści?
- Jakie?
- Oj, stary. Lepiej usiądźmy.
Lucas przejął się nie na żarty, ale posłusznie wykonał polecenie. Nie wiedział, czego może się spodziewać. Po ślubie przyjaciół wyjechał do Australii i tam poznał wybrankę swojego serca.
Jakoś tak wyszło, że tak pochłonięty był życiem w Australii, że urwał mu się kontakt ze znajomymi. Nawet z jego wujem Blaisem, a co za tym idzie – dziadkiem Hannibala. Do Anglii wrócił dopiero dziewięć lat temu. Kilka miesięcy po swoich trzydziestych urodzinach dostał najwspanialszy prezent od żony – pierwszego syna.
-Albus i Lily siedzą w Szkocji z rodzinami. Ja siedzę w Budapeszcie, a Hugo, James i Scorpius w Anglii. Nasz stary rudzielec dołączył do mnie w Budapeszcie i tam poznał swoją żonę. Potem razem z nią wrócił do Anglii. Rose i Scorpius doczekali się syna i jednocześnie mojego chrześniaka – Rosco. Tu masz jego zdjęcie. – Diane wyjął swój portfel i pokazał zdjęcie blondyna.
- Ah, ma oczy po Rose. Reszta to wykapany tatuś. Coś czuję, że niezłe z niego bożyszcze i Rose poznała już niejedną synową. – Zaśmiał się mulat.
Ackerman położył rękę na ramieniu przyjaciela, po czym obwieścił mu pewną nowinę.
- Lucas…jak ci to powiedzieć. Rose nieżyje. Miała wypadek na trzecich urodzinach Rosco. Potrącił ją samochód. Scorpius został sam z Rosco…
Ale Pardo już nie słuchał. W głowie szumiały mu słowa „Rose nie żyje”.  Był jak w amoku, przed oczami pojawiły się wspomnienia związane z jego dawną miłością. Pierwsze spotkanie, pierwszy pocałunek, rozstanie…

Pierwszy przy punkcie kontrolnym pojawił się Lucas. Wziął od centaurów chorągiewkę, usiadł na pobliskim pniu i zaczął pić wodę. Chwilę potem pojawiła się Rose. Również odebrała chorągiew i usiadła koło Ślizgona z butelką wody i dwoma jabłkami.
– Chcesz? – zapytała, podając mu jedno jabłko.
– Dzięki – odparł z uśmiechem szatyn, spoglądając na Rudą. Tak jak on miała brązowe oczy. Ale jej spojrzenie było o wiele cieplejsze. Różnił ich jednak jeszcze kolor skóry. Lucas był mulatem.
– Szybki jesteś. – Pochwaliła go Gryfonka.
– Ma się to coś. No, ale muszę przyznać, że ty też. Sądziłem, że będziesz ostatnia. – Zaśmiał się Ślizgon.
 – Chciałbyś – odparła z uśmiechem Weasleyówna.
*
Zrobił coś, co Slytherin mu jeszcze długo wypominał. Zawrócił się. Pobiegł, po Gryfonkę.
– Lucas, co ty…?
– Siedź cicho. Spróbuj jakoś wejść mi na plecy.
*
– Masz łaskotki? – Lucas wygiął usta w szatańskim uśmieszku.
– Nawet się nie waż!
Krzyki sprzeciwu zostały jednak zagłuszone przez głośną muzykę, toteż nikt nie mógł jej pomóc. Była właśnie torturowana. Poprzez gilgotki. I nie miała szans ucieczki. Lucas klęczał nad nią.
– No dobra, dobra. Poddaję się. Nie jesteś staruszkiem. Pasuje? – Rudowłosa wytknęła język.
– Nie. To za mało,
– A czego jeszcze chcesz?
Chłopak nic nie odpowiedział, tylko z uśmiechem złożył na jej ustach pocałunek. Początkowo Rose była bardzo zdezorientowana, ale to szybko minęło. Nie zastanawiając się dłużej, objęła chłopaka i przyciągnęła do siebie, odwzajemniając pocałunek.
*
– Czyli to koniec? Po ponad roku i tylu wspólnych chwilach?
Rose spuściła wzrok. Słowo „tak” nie chciało przejść przez jej gardło.
– Nie! Nie rób tego. Nie będziesz z nim szczęśliwa. Nawet, jeśli go kochasz, to on i tak będzie cię dalej ranił. Ja mogę ci dać, wszystko, czego sobie tylko zapragniesz. Mówisz, że jestem ideałem. To, dlaczego chcesz związać się z zaprzeczeniem tego ideału?!
– Wybacz mi, Lucas. To jest koniec. On ma coś, czego ty nie masz. A ja wierzę w niego, wierzę, że się zmieni. Chcę zaryzykować…

Lucas otrząsnął się z amoku. Ta wiadomość zdecydowanie przyćmiła szczęście dzisiejszego dnia. Ale nie mógł tak wrócić do żony. Była kobietą zazdrosną i lubiącą być w centrum uwagi. Na pewno przyczyniła się w jakimś stopniu do zaniedbania kontaktów ze znajomymi z Hogwartu. Co najlepsze, nie przeszkadzało to brunetowi. Był z nią bardzo szczęśliwy i się z nią nie kłócił. W dużej mierze, dlatego że nie był typem „samca-alfa”. Może dlatego nie udało mu się z Rose, a udało się mu się z obecną partnerką – Claire.
- Ja…nie wiem, co powiedzieć. Napiszę do Scorpiusa i złożę mu najszczersze wyrazy kondolencji.
- Wiesz, może poczekaj trochę. Ja też poczekam z wiadomością o ciąży Melodii. Ostatnio przechodzi trudne chwile, ma kłopoty z Rosco. Dziadek Samo Zło wkroczył do akcji i zrobił młodemu pranie mózgu, z tego, co mi ostatnio opowiadał. Zapisz mi swój adres, to pozostaniemy w kontakcie i razem go odwiedzimy, kiedy będzie z nim już trochę lepiej. Co ty na to?
- Dobrze. Tu masz mój adres. Teraz wrócę już do Claire. Tymczasem, życzę szczęśliwego rozwiązania! Trzymaj się! – Lucas podał mu karteczkę z adresem, po czym ruszył z powrotem do sali, w której znajdowała się jego żona.
- Ty także! Pociechy z dzieci! Obyś miał więcej szczęścia niż Scorpius… - Ostatnie słowa wydobyły się z ust Ackermana smutnym głosem i zostały zwieńczone zawiedzionym westchnięciem.
***
Tymczasem w hrabstwie Devon, w Norze, Hermionę i Ronalda spotkała miła niespodzianka. Hugon oraz jego żona postanowili ich odwiedzić. Teraz to właśnie rodzice młodego pokolenia zamieszkiwali Norę. Na dobrą sprawę, nie można już tak było nazwać tego domu, ponieważ na jego miejscu stanął następca. Kilka lat temu, po śmieci świętej pamięci Artura i Molly, postanowiono o budowie nowego domu. Takiego, w którym można spędzić resztę swojej emerytury oraz przyjmować dzieci wraz z wnukami.
Był to dom o dużej powierzchni, ale posiadał tylko jedno piętro i jedno miejsce w zabudowanym garażu. Materiałem budowlanym była jasnego koloru cegła, siwe dachówki, zielone okiennice i białe wykończenia elementów takich jak ganek, drzwi od garażu oraz ramy okien. Na parterze znajdował się salon, kuchnia, mniejsza łazienka, jadalnia oraz główna sypialnia. Na górze natomiast znajdowała się większa łazienka, oraz cztery sypialnie dla ewentualnych gości w postaci licznej rodziny.
Wracając do odwiedzin, państwo Wesley wersja 2.0 zjawiła się bez swojego syna – Travisa.
- A gdzie zgubiliście mojego przystojniaczka? – zapytała Hermiona, poszukując wzrokiem swojego wnuka.
- Travis pojechał do moich rodziców. Nie martw się mamo, jeszcze go tu ściągniemy w te wakacje. – odparła Katerina.
Chwilę później do salonu wszedł Ronald wraz z tacą, na której znajdowała się kawa i herbata. Ostatnimi czasy Hermiona czuła się gorzej, zauważyła drgawki w prawej ręce, zwalała to wszystko na początki starości. Mąż widząc, co się dzieje, postanowił ją trochę odciążyć, przejąć cięższe obowiązki. On czuł się nadzwyczaj dobrze jak na swoje lata. Skończył w marcu sześćdziesiąt cztery lata, a ukochana była zaledwie rok starsza. Dlaczego więc, on czuł się jakby miał dwadzieścia lat? Dlaczego Hermiona czuła się jakby miała osiemdziesiąt lat? Hugon twierdził, że śmierć Rose odcisnęła na niej swoje piętno. Przeżyła to o wiele bardziej niż Ronald, choć i on długo nie mógł się otrząsnąć. Zresztą, zawsze należała do osób delikatnych, przewrażliwionych, przejmujących się każdą najmniejszą drobnostką.
- Jak sobie chłopaki radą w szkole tak w ogóle? – Zagadnął Ron, podając synowi i synowej kawę. Sobie zaś i żonie przygotował zieloną herbatę.
-Dobrze. Z tego, co nam wiadomo, to mają całkiem niezłe oceny. Travis świetnie sprawdza się w roli prefekta. Nie ma, na co narzekać, jednym słowem – odparł z uśmiechem Hugo.
- Prawie...
- Kat, cicho! – Weasley uciszył żonę, która szeptem wypowiedziała jedno słowo, które mogło przyczynić się do złego rozwoju wydarzeń, podczas tych odwiedzin.
- Hugo, nie odzywaj się tak do Kateriny! Kochana, powiedz mi, co się dzieje. O co chodzi?
- Mamo…
- Synu, nie przerywaj! – Tym razem był to uniesiony głos Ronalda.
- Chodzi o Scorpiusa i Rosco. Od świąt nie jest między nimi za dobrze. Ponoć poszło o Lucjusza. Zaczął robić Rosco pranie mózgu, radzi mu by zachowywać się jak on sam, ogólnie nim manipuluje. Scorpius powiedział, że nie chce go widzieć w domu. Młody mieszka chyba teraz u Neve. Nie zanosi się na to, by szybko się pogodzili. Rosco jest zapatrzony w Lucjusza jak w autorytet i ciągle kłóci się z ojcem. Scorpius nie przeżywa tego ponoć za dobrze… - Dłoń Hermiony, która spoczywała na dłoniach synowej, z każdym słowem coraz bardziej się trzęsła. Ron dobrze wiedział, co to oznacza – skok ciśnienia.
Hugon podbiegł do mamy i pomógł jej się wygodnie położyć na kanapie. Niestety pojawił się kolejny objaw, który sprawił, że Ronald upuścił leki na nadciśnienie i czym prędzej zadzwonił po pogotowie.
Były to trudności z oddychaniem i bóle w klatce piersiowej. W tym wieku, mogło to oznaczać w dużej mierze tylko jedno – zawał.
- No i co żeś narobiła?! – Hugo wykrzyczał te słowa swojej żonie, prosto w twarz. A potem spojrzał na nią, jak jeszcze nigdy wcześniej. Jego wzrok mówił, „Jeśli umrze, to będzie twoja wina, a tego ci nie wybaczę!”…


6 komentarzy:

  1. Ooo, ale żeś mnie zaskoczyła Ackermanem i ciążą jego żony. W ogóle ja już prawie o nich zapomniałam! O Lucasie i Acekrmanie. Dobrze, że ich tutaj przywołałaś!

    Bardzo podobał mi się opis domku Ackermana. Dokładnie tak sobie wyobrażam mój dom, kiedyś, w przyszłości :) Dużo słońca, biały płotek, jakieś jezioro czy rzeka w pobliżu. Zielone drzewa, dzikie kaczki, łabędzie... Dodaję do tego jeszcze masę przestrzeni i najbliższego sąsiada w promieniu 5 km od domu :) Raj na ziemi.

    Gratulacje dla przyszłych rodziców! Tyle lat nic, a jak już coś to w dodatku podwójnie! Ale fart :)

    Lucas, Lucas... kurcze przykro mi się zrobiło, kiedy Ackerman mówił o śmierci Rose, a Lucas przypominał sobie te chwile z nią. Jakoś tak... łezka zakręciła mi się w oku.

    Ta Katerina to w ogóle jakaś nienormalna. Skąd Hugo ją wytrzasnął? Przecież to nie jej sprawa, co się dzieje ze Scorpiusem i Rosco, powinna znać Hermionę na tyle dobrze, żeby wiedzieć, jak zareaguje. No przecież jest żoną jej syna! Ja nie mogę. Poza tym... Agr, nie mogę o niej myśleć. Chyba pierwszy raz o niej wspomniałaś, a ja już jej nie lubię.

    Bardzo się cieszę z nowego odcinka :)
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że Hermionie nic nie będzie. Po prostu dostała ataku paniki, dadzą jej jakieś ziółka uspokajające i po krzyku!

    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej ; )

    Bardzo się ucieszyłam jak zobaczyłam, że już wstawiłaś nowy rozdział! :D

    Grono młodego pokolenia coraz bardziej się powiększa! Będą małe Ackermany :D Cieszę się, że udało im się spłodzić bliźnięta. Dla nich dzieci są prawdziwym darem od losu. ; )

    O i Lucas ułożył sobie życie z Claire. ; ) Wiadomość o śmierci Rose bardzo wstrząsnęła Lucasem, wydaje mi się, że on nigdy o niej nie zapomniał. On naprawdę współczuje Scorpiusowi. Wie, ile dla Malfoy'a znaczyła Rose.

    Katerina mogła trzymać język za zębami. W 100 % zgadzam się z Parabolą! Ona zna Hermionę i mogła przewidzieć jak jej teściowa może zareagować. Powinna uważać, zwłaszcza, że Hermiona nie czuje się najlepiej.

    Wiadomość o życiu Rosco była dla Hermiony ogromnym ciosem. Wyobrażam sobie jak ona się poczuła. ;( Martwię się o Hermionę. Katerina narobiła niezłego bigosu. ;/

    Jestem ciekawa czy Rosco dowie się o tym incydencie i jaki wpływ będzie miało to na niego. Intrygują mnie stosunki Rosco z rodziną jego mamy.

    Ze zniecierpliwieniem czekam na kolejną notkę.
    Pozdrawiam Lily :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem bardzo załamana ostatnia notka była dodana miesiąc i dwa dni temu jeszcze raz miesiąc i dwa dni proszę ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz Dario, ale mam teraz okres sesji i dopiero jak wszystko pozaliczam będę mogła na spokojnie usiąść, napisać nową notkę i ją opublikować. Proszę o trochę zrozumienia, że też mam życie, poza blogiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniale piszesz ! Serio .. wciągnęłam się w Twoje opowiadanie, które tak na marginesie zaczęłam czytać dwa dni temu ( oczywiście zaczynając od historii Rose i Scorpiusa. Oby tak dalej. Cóż na tym etapie pisania .. życzę weny i pomysłowości ;D
    Panna D.

    OdpowiedzUsuń
  6. Serdecznie zapraszam do wirtualnej szkoły Magii i Czarodziejstwa Patronum! --->patronum.xaa.pl

    OdpowiedzUsuń