wtorek, 9 kwietnia 2013

8. Za cenę życia.

No i jest nowy rozdział. Zupełnie go nie czuję, w mojej głowie wyglądał lepiej. Poprawiałam go milion razy i już nic lepszego nie wyjdzie. Mam nadzieję, że kolejny wyjdzie mi lepiej. I szybciej!
_________________

I tak oto nadszedł czerwiec i koniec piątej klasy dla naszego kochanego blondyna i jego rówieśników. Każdy miał jakieś plany na wakacje. Nasz Rosco nawet bardzo konkretne. Chciał pojechać do wujka Hugona i dowiedzieć się, jaka była jego matka za młodu, poznać historię jej i ojca. Co takiego stało się w przeszłości, że zarówno ojciec jak i dziadek mają złe wspomnienia z Lucjuszem? Dlaczego CM jest tematem tabu w jego rodzinie, skoro Voldemorta już nie ma? Miał wiele pytań do swojego wuja i oczekiwał wielu odpowiedzi.
- Stary, ale odezwij się czasem do mnie. Travis będzie cię miał przez jakiś czas u siebie, a ja to co?! – Hannibal zrobił minę zbitego psa w stronę Malfoya, po czym wybuchnął gromkim śmiechem.
- Nie martw się, na pewno się odezwę. Będzie mi się tęskniło za twoimi wygłupami, ale to nie moja wina, że lecisz z rodziną do Aspen, podrywać Amerykanki. Już widzę jak polecą na Anglika, wyglądającego jak Koreańczyk. – Zaśmiał się Rosco, opierając o kuzyna.
- Prześlij nam ładną pocztówkę, nie pogardzimy także namiarami na jakieś ładne Amerykanki. – Dodał Travis z rozbrajającym uśmiechem na ustach.
- No ba! Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!
***
Travis i Rosco siedzieli na wielkiej kanapie w posiadłości Hugona, popijając owocowy koktajl autorstwa pani Weasley.
- Przyzwyczaiłem się do trójki muszkieterów, a nie tylko duetu, podczas opowiadania wam historii. – Zaśmiał się rudzielec.
- My też się dziwnie czujemy, ale nasz muszkieter-lovelas, postanowił podbić Stany Zjednoczone.
- Przejdźmy do meritum. Rosco, chcesz żebym opowiedział ci o twojej matce?
- Tak, chce wiedzieć o niej najwięcej jak się da. Chcę także wiedzieć, dlaczego dziadek Lucjusz i CM to temat tabu.
- W takim razie musimy wrócić do samego początku…
Kiedy Voldemort wrócił do sił i chciał się pozbyć wuja Harry' ego, Lucjusz był jednym z jego najwierniejszych popleczników. Do służby jemu została wciągnięta cała rodzina, włącznie z twoim dziadkiem Draco. Od małego wychowywany był w środowisku Śmierciożerców i przygotowywany do tego, żeby kiedyś zasilić ich szeregi. Został wychowany w dyktaturze, strachu i nienawiści. Ale zawsze miał w sobie odrobinę dobra, a gdy został uratowany przez Harry’ego wszystko było już jasne. Voldemorta już nie było i nie chciał, aby jego syn skończył tak, jak on mógł skończyć. Nigdy tak naprawdę nie chciał zostać Śmierciożercą. Zmienił się. A najlepiej dowodzi tego fakt, że przystał na związek twoich rodziców…
- No właśnie, jak to się stało, że oni w ogóle się ze sobą zeszli?
Poznali się już w pierwszej klasie, ale tak naprawdę historia zaczęła się w piątej klasie. Na początku wszystko było pogmatwane, skomplikowane, my byliśmy temu przeciwni. Oboje nie chcieli się przyznać, że coś do siebie mają . Ale los cały czas ich do siebie zbliżał. Twoja matka wiele razy przez niego cierpiała, z racji, że czasami zachowywał się jak Lucjusz, lub Dracon za młodu. Był opryskliwy, arogancki i zdemoralizowany. A twoja mama…była niesamowita. Uparta, konsekwentna, pilna w nauce, troskliwa, pomocna, wrażliwa. Byli jak woda i ogień, ziemia i niebo. Jednakże mimo tych wszystkich przeszkód połączyła ich miłość. Ta miłość doprowadziła także, do rozejmu między twoimi dziadkami z obydwu stron. A Lucjusz, Czarna Magia i wszystko, co mogło zniszczyć szczęście Dracona, twoich rodziców i twoje stało się tematem tabu.
Potem doszło do tej nieszczęsnej tragedii i twój ojciec musiał poradzić sobie z samotnym rodzicielstwem. Wychował cię na naprawdę świetnego chłopaka, biorąc pod uwagę, że robił za matkę i ojca jednocześnie. Nauczył ciebie wszystkiego, co mógł i uchronił, przed czym tylko dał radę. A przynajmniej tak myślał…
- Ty wiesz. Wiesz o historii ze świąt i moich urodzin, tak?
- Tak. I tak jak twój ojciec, nie jestem z tego faktu zadowolony. Tym bardziej, że do najbliższych ci osób należy także mój syn. Nie chciałbym, żeby i on zszedł na ciemną stronę. Musisz się z tego otrząsnąć, Rosco. Musisz powiedzieć stanowcze NIE Lucjuszowi. Inaczej śmierć twojej matki oraz cierpienia ojca i całej naszej rodziny pójdą na marne. Jaki będzie sens wszystkich tych poświęceń, skoro podążysz ścieżką, przed którą cię chronili – nawet za cenę życia…
***
Scorpius już od świąt nie był w za dobrym stanie psychicznym. Wpadł w coś na podobieństwo depresji i przez to stał się mniej wydajnym pracownikiem. Teraz został wezwany do gabinety dyrektora, w szkole, której wykładał. Domyślał się, co go czeka. Ale to już przestało go martwić. Ogarnął go wielki smutek. Czuł, że zawiódł swoją ukochaną, nie uchronił syna przed złem. W porównaniu z tym, utrata pracy to było nic.
-Witaj Scorpiusie. Chciałbym o czymś z tobą porozmawiać.. – zaczął dyrektor, ale Malfoy mu przerwał.
- Po prostu to powiedz. Szybko i bezboleśnie. Będę miał więcej czasu na spakowanie swoich rzeczy z gabinetu…
- Ależ, co ty wygadujesz?! – Dyrektor Pilsner podszedł do swojego pracownika i położył mu rękę na ramieniu. – Chciałem zapytać, co się dzieje, że jesteś w takim stanie i zaproponować ci urlop. Ale broń Boże zwolnić!
Scorpius spojrzał na dyrektora i zarazem swojego dobrego kolegę, po czym opadł na jedno z krzeseł w gabinecie i ukrył twarz w rękach.
- Ja już nie daję rady…Rosco i ja oddaliliśmy się od siebie, jak nigdy wcześniej. Nie rozmawiamy ze sobą od pół roku. Wszystkiego dowiaduje się od chłopców i Neve. Do tego jeszcze fascynacja Lucjuszem i CM. Czuję się jakbym zawiódł Rose. Obiecałem jej, że wyrośnie na dobrego chłopca…
- Bracie, nawet nie próbuj się za to obwiniać. Przecież wiesz, że nie da się obronić swojego dziecka przed każdą złą rzeczą na świecie. Jesteśmy tylko ludźmi i takie zadania są dla nas niewykonalne. Rose na pewno wie, że robiłeś wszystko, co w twojej mocy by go uchronić przed złem. Naprawdę, nie zadręczaj się. Daję ci urlop na czas nieokreślony. Wróć do domu i odpocznij, ja znajdę zastępstwo na ten czas. Kiedy już wrócisz do formy, twój gabinet będzie na ciebie czekać. Zostaw tylko wskazówki odnośnie zajęć i możesz się zbierać do domu. Będę co jakiś czas się odzywał, sprawdzał u ciebie, dobrze?
- Dobrze. Bardzo ci dziękuję za tą wyrozumiałość. Świetny z ciebie przyjaciel i pracodawca. Postaram się jak najszybciej wrócić do formy. Rosco jedzie do Charliego, więc ja zatrzymam się u Neve. Ona zawsze potrafiła mnie wyciągnąć z dołka…
***
Niestety, rzeczywistość nie była taka różowa. Neve nadal nie wiedziała, czy bratanek wyprowadzi się od niej do Lucjusza. Póki co, pojechał na bliżej nieokreślony czas do Charliego – wuja jego matki. Tak więc jego rzeczy nadal znajdowały się w jej mieszkaniu, co wcale nie pomagało Scorpiusowi wrócić do świata żywych. Wręcz przeciwnie, w ciągu miesiąca spożywał codziennie niepokojące ilości alkoholu. Neve płakała w rękaw narzeczonego prawie każdej nocy. Nie mogła znieść widoku swojego brata pijanego, płaczącego za żoną, wkurzonego bezsilnością, a przede wszystkim – zdruzgotanego, że własny syn nie zmądrzał i nie odzywa się do niego już tyle czasu.
Troy także coraz bardziej martwił się o szwagra. Wiele razy odbierał go z pubów. Robił to, ponieważ Scorpius często miał urwany film, bądź po prostu nie chciał wracać do domu, gdzie znajdowały się rzeczy jego syna. W tym czasie jedyna córka Dracona Malfoya odchodziła od zmysłów. I po kolejnej z rzędu takiej przygodzie, miarka się przebrała. Razem z narzeczonym postanowili poważnie porozmawiać z – co ważne – trzeźwym Scorpiusem.
- Braciszku, proszę zachowaj otwarty umysł na to, co zaraz ode mnie usłyszysz. Robię to tylko dla twojego dobra.
- Słucham.
- Chciałabym, abyś poszedł na spotkanie AA. Ja wiem, że nie jesteś nałogowym alkoholikiem, ale ostatnio przesadzasz z takimi trunkami. Pijesz, bo jesteś w dołku. Potrzebna ci terapia, żebyś wyszedł z depresji -  a co za tym idzie – przestał pić. Proszę, zgódź się.
Scorpius spojrzał na drugą najważniejszą dla niego w życiu osobę. Po śmierci Rose, skupił całą swoją uwagę na synu i dorastającej siostrze. Widział na jej twarzy równie zatroskane spojrzenie, jakie on sam miał, gdy widział ją cierpiącą za młodu.
Wiedział, że jej zależy. Wiedział, że chce dobrze. Przede wszystkim, wiedział, że ma rację.
- Dobrze, pójdę. Chyba czas się z tego otrząsnąć i pogodzić z tym, że bezpowrotnie straciłem syna… - Blondyn dźwignął się z fotelu, po czym podszedł do siostry i mocno ją objął…
*
Kilka godzin później Scorpius znajdował się pod drzwiami mugolskiej Kliniki Odwykowej. Dla tych lżejszych przypadków, raz w tygodniu – w specjalnie wygospodarowanej sali – odbywały się spotkania AA. Cięższe przypadki przebywały w klinice, jako pacjenci.
Blondynowi na tym pierwszym spotkaniu towarzyszyła siostra. Rodzina była zawsze mile widziana, ale tylko pod warunkiem, że wspiera, a nie wyzywa w kółko od alkoholików. Takie osoby tylko pogarszały sprawę.
Gdy już weszli do pomieszczenia, zajął miejsce na jednym z wolnych krzeseł ułożonych w koło. Neve usiadła z resztą wspierających na ławce pod jedną ze ścian.
- Widzę nowego towarzysza broni. Przywitajmy go. – Prowadzącym spotkanie okazał się czarnoskóry mężczyzna około pięćdziesiątki. Tuż po jego słowach zabrzmiało wspólne „witaj”.
- Przedstaw się i powiedz coś krótko o sobie.
Scorpius, będąc niemało zestresowanym, wyprostował się i zaczął strzelać kostkami u dłoni.  Wiedział jak „spowiadać się” nieznajomym ludziom na spotkaniach AA. Jego dobry kolega i współpracownik kiedyś na takie uczęszczał. Ale nie umniejszało to ani trochę stresowi.
- Cześć. Mam na imię Scorpius. Wykładam w szkole mag…medycznej. Piję…od miesiąca, może więcej? Nie wiem, nie liczę. Liczę dni od śmierci żony, która odeszła zdecydowanie za wcześnie. Liczę dni pozostałe do ślubu mojej ukochanej siostry. Liczę dni, od kiedy mój syn wybrał dziadka-przestępce, zamiast ojca, który oddałby za niego życie…

2 komentarze:

  1. Ooooo jak się cieszę, że wróciłaś z nowym odcinkiem!

    Trochę to wszystko szybko się dzieje. 8 odcinek, a tu już wakacje. Mam nadzieję, że nie przyspieszasz specjalnie akcji, żeby się od nas uwolnić, co?

    Smutno mi się zrobiło, czytając ten rozdział. Biedny Scorpius. Nie życzyłabym nikomu tragicznej śmierci małżonka, a potem użerania się z jedynym dzieckiem. Jednak wkurza mnie ten Rosco! Normalnie ktoś go powinien wziąć na kolano i wlac mu na goły tyłek! Co on sobie w ogóle wyobraża, żeby się fascynować Lucjuszem?!
    No, ale z drugiej strony pozytywnie mnie zaskoczył, chcąc się dowiedzieć czegoś o rodzinie, mamie... Ale Hugo powinien mu znacznie więcej powiedzieć! Zmusić go słowami i miłością matki, żeby nie zostawiał ojca!

    Czekam ze zniecierpliwieniem na następną część :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej : ) Jakieś pół roku temu natknęłam się na twojego bloga i jednym słowem podbiłaś moje serce! : D Bardzo podoba mi się historia, którą piszesz. Szkoda tylko, że tak rzadko wstawiasz rozdziały.

    Bardzo współczuje Scorpiusowi. Po śmierci Rose, jest bardzo zagubiony i nieszczęśliwy. Na dodatek jego syn zadaje mu dużo bólu. Dobrze, że Neve zaproponowała mu terapię. Gdyby nie ona, to Scorpius by się totalnie załamał.

    Mam nadzieję, że Rosco opamięta się i wróci do ojca. Zgadzam się z Parabolą, Hugon powinien więcej powiedzieć Rosco o losach jego rodziców. Myślę, że zasłyszane opowieści od najbliższych pomogą mu podjąć właściwą decyzję. Mam żal do Travisa i Hannibala, że wyjęli Rosco siłą z myślodsiewni. Może gdyby Rosco obejrzał do końca historię swoich rodziców, to szybciej zmieniłby swój stosunek do Lucjusza?

    Z niecierpliwością czekam na nowy rozdział i życzę Ci dużo weny! ;*

    Pozdrawiam Lily : )

    OdpowiedzUsuń