Długo, bardzo długo pisałam ten odcinek. Mnóstwo rzeczy miałam na głowie + brak weny. Ale w końcu mi się udało. Myślę, że następny rozdział będzie maksimum w styczniu, ale nie obiecuję. Życzę miłego czytania!
__________________________
Zima już się skończyła, a kwiecień przynosił coraz
to piękniejsze oznaki wiosny. Drzewa znów były pokryte pięknymi kwiatami i
liśćmi, słońce grzało i nareszcie można było zamoczyć nogi w jeziorze.
Rosco już od ponad miesiąca próbował zagadać do
Zeppelin, jednak przynosiło to marne skutki. Puchonka skutecznie go unikała,
zawsze miała kogoś obok siebie, na wspólnych zajęciach wychodziła wtapiając się
w tłum. Blondyna zaczęło to powoli irytować. Primo – chciał jej oddać książkę,
secundo – chciał porozmawiać o sytuacji w Łazience Prefektów, no i tertio – jej
naturalność jest bardzo atrakcyjna!
Blondyn dostawał już niezłego mętliku, kiedy
Puchonka raz go unikała, a potem mordowała spojrzeniem. O co do cholery
chodziło?!
W końcu oświecił go Hannibal. W oświecaniu to on
miał wprawę. Rosco zastanawiał się czy Lorcan w ogóle posiadał jakieś wady? To
trochę irytujące..
- Stary, ty mało co pamiętasz z Teneryfy, prawda?
- No w sumie…
- Legenda głosi, że zalany w sztok proponowałeś
jej używki, a potem odszedłeś w grupie równie pijanych dziewczyn. To plus
wgapianie się w nią półnagą wyjaśnia raczej jej postawę, nie sądzisz?
- Jak ty o tym mówisz, to widzę w swojej osobie
dupka..auć!
- Boli? A widzisz. Tak to jest raz na wozie, raz
pod wozem stary – odparł Hannibal klepiąc zamyślonego przyjaciela po plecach.
- Chyba powinienem ją przeprosić za to zajście, a
nie gapić się na jej smukłe, zgrabne…ała! – Rosco dostał siarczystego
„plaskacza” w potyliczną część głowy.
- W tej sytuacji robię za głos rozsądku. Należy
przeprosić ów damę za oba zajścia. Na moich urodzinach będę diabełkiem na twoim
ramieniu. Ale tutaj nie masz wyjścia, bo masz u niej dług po Eliksirach.
- Ok, ok. Już przestań mi robić za aniołka na
ramieniu. Idę ją złapać. Do zobaczenia na imprezie! – Blondyn zniknął za
rogiem, a Hannibal oparł się o ścianę i włożył ręce do kieszeni.
- Stary…błagam cię. Chociaż w tej jednej sprawie
postąp tak, jakby chciała tego twoja mama..
**
Rosco już od pół godziny kręcił się w okolicach
Kuchni i przejścia do dormitorium Puchonów. Był cały podenerwowany. Wierzcie
lub nie, ale na prawdę nie chciał złych relacji z tą istotą! Nic złego mu nie
zrobiła, wręcz przeciwnie – udzieliła mu bezinteresownej pomocy. Ponadto, nie
mógł zapomnieć widoku z Łazienki Prefektów.
- Czego tu szukasz? Węży tu nie ma. A przy okazji
nauczyłbyś się pukać… - Blondyn usłyszał za sobą znajomy głos. Czym prędzej się
obrócił i ujrzał Zeppelin. Na język cisnęło mu się coś równie kąśliwego, ale
pamiętał, co mówił Hannibal.
- Chciałbym cię bardzo przeprosić. Za to, co się
stało na Teneryfach. Wstyd mi, ale nie pamiętam naszego spotkania. Ale nie
byłem zbyt szarmancki, więc przepraszam. Ty mi uratowałaś tyłek na Eliksirach,
a ja się tak odwdzięczyłem. I głupio wyszło z tą łazienką. Nie myślałem, że akurat
ty też wpadniesz na taki pomysł.
- A co to ja gorsza jestem?! – O wiele niższa
Zeppelin założyła ręce na biodra i spojrzała na blondyna piorunującym wzrokiem.
Rosco podniósł ręce jak przy modlitwie do Boga i
bezgłośnie zapytał ku górze ”Co za szatan
cię skusił, żeby stworzyć kobietę?!”. Opuścił z powrotem głowę, wziął
głębszy oddech, po czym ponownie spojrzał na Puchonkę.
- Nie jesteś gorsza. Po prostu wydajesz mi się
miłą, odpowiedzialną dziewczyną, która zdecydowanie twardo stąpa po ziemi.
Jakoś nielegalne wkradanie się do Łazienki Prefektów mi do ciebie nie pasuje.
Tylko nie zrozum tego źle!
Zeppelin przymknęła oczy i zaśmiała się pod nosem,
widząc Rosco wyciągającego ręce przed siebie z wyrazem twarzy mówiącym „proszę
tylko nie bij, nie obrażaj się”.
- Ok, ok. Wybaczam i jedno i drugie. Już jest
między nami spoko. Tylko jak się spijesz, to nie zbaczaj w moim kierunku, ok?
Rosco już chciał odpowiedzieć, ale żadne słowa nie
mogły mu przejść przez gardła. Zdębiał. Na twarzy Zeppelin widniał rozbrajający,
szczery i żartobliwy uśmiech. Emanowała od niej taka…pogodność? Ostatni raz
taki uśmiech widział na ustach ciotki Neve, gdy się zaręczyła. A wcześniej…u
swojej matki. Tak, jego matka miała jeden, jedyny, niepowtarzalny uśmiech. A
Zeppelin tak bardzo ją przypominała…
- Rosco, wszystko w porządku? – Puchonka lekko
przechyliła głowę w prawo, nadal kurczowo trzymając książkę do Transmutacji
przy klatce piersiowej.
„Boże…jak
ona…Otrząśnij się stary!”.
- Tak, tak. Zamyśliłem się. Cieszę się, że
wszystko wyjaśnione. I może w końcu pochwalę się swoimi manierami – powiedział
Rosco ujmując dłoń Zeppelin, pochylając się i lekko całując jej dłoń. – Nazywam
się Rosco Malfoy. Miło mi cię poznać.
Panna Waldorf na chwilę znieruchomiała, zaskoczona
gestem Ślizgona. Jego oczy powędrowały w jej kierunku, aczkolwiek nadal trzymał
ją za dłoń. Ona również spojrzała w jego oczy. Miały barwę niczym mleczna
czekolada. Spojrzenie było przenikające ale i zarazem ciepłe. Tajemnicze, choć
odsłaniające trochę uczucia młodzieńca. Zeppelin wpadła w trans. Nie mogła
przenieść wzroku nawet o milimetr. Czyżby to była jakaś sztuczka z Czarnej
Magii? Czy siostra miała rację, że powinna na niego uważać?
- Chyba przygniótł cię mój urok osobisty, więc
lepiej się ulotnie…Zeppelin Waldorf – ostatnie dwa słowa, jej imię i nazwisko,
wymówił takim subtelnym głosem, że Puchonkę przeszły ciarki po całym ciele. Gdy
już otrząsnęła się z transu, blondyn znikał już za pobliskim rogiem. Jedyne co
była w stanie z siebie wydusić to:
- Wow….
***
Jak mogą wyglądać urodziny Hannibala Lorcana? Tego
pytania nie musiał sobie zadawać żaden z mieszkańców Domu Węża. Ów domownik
należał do osób nie tylko inteligentnych ale i rozrywkowych, jak to na potomka
rodu Zabini przystało. Nie zabrakło także przebiegłości, która przejawiła się w
tym, że przemycono Travisa na imprezę w Lochach. Wystarczyło zdobyć parę
niedozwolonych składników i stworzyć Eliksir Wielosokowy. Pozostali uczestnicy
imprezy nie mogli rozpoznać Weasleya już w jego naturalnej postaci, ponieważ
Hannibal rzucił na przyjaciela zaklęcie maskujące. Oprócz niego i Rosco,
wszyscy widzieli przeciętnego mieszkańca Slytherinu.
- No panowie, póki jeszcze jesteśmy w dormitorium,
zdrowie jubilata – powiedział blondyn, unosząc kieliszek szampana w stronę
swoich dwóch najbliższych przyjaciół.
- I szczęście. – Dodał Travis.
- A przede wszystkim, za dobrą zabawę. – Zakończył
Lorcan i jednym łykiem wypił zawartość kieliszka.
I tak oto zaczęła się apokalipsa.
Z każdym pokoleniem, imprezy Slytherinu robią się
coraz bardziej huczne. Sodoma i Gomora XXI w. Tak to potrafi się bawić tylko
dom Węża. To się robi powoli niepokojące i nudne. Jednakże, czego się
spodziewać przy takich silnych osobowościach jak dzisiejszy jubilat? Ślizgoni
dostają to czego chcą. A Hannibal chciał alkoholu, dziewczyn i dobrej zabawy. I
tak życzenie stało się rozkazem.
Starsze roczniki przemyciły alkohol z Hogsmeade, a
dziewczęta nie mógłby się oprzeć, aby nie pojawić się na „domówce” roku.
Jubilat miał wianuszek fanek tańczących wokół siebie, Travis zmienił się w
konesera win, a Rosco…
A no właśnie. Nasz blondyn, o dziwo, nie miał
najsilniejszej głowy. Parę toastów z jubilatem, kilka degustacji win z kuzynem
i stan upojenia alkoholowego gotowy. Myśli i obrazy, które go dręczyły podczas
spotkania z Zeppelin, znikły w oka mgnieniu. Tym bardziej, że jedna z jego
koleżanek, ciągnęła go za krawat w najciemniejsze miejsce na tej imprezie. W
jeden z kątów Pokoju Wspólnego. Co się dalej działo, nie musze chyba mówić.
Usta szczupłej blondynki przywarły do Malfoya, który nie specjalnie wiedział,
co się dzieje, ale postanowił się nie opierać. Gdyby tylko wiedział, jakie będą
tego konsekwencje…
***
Następnego dnia, w Hogwarcie huczało od plotek z
imprezy urodzinowej Hannibala. Na nieszczęście niektórych, nie były one wbrew
pozorom pochlebne.
Rosco już od paru godzin widział i czuł na sobie
spojrzenia i szydercze uśmiechy męskiej części Hogwartu, na twarzach wielu
dziewczyn malowało się zdziwienie i strach. Nikt jednak nie miał odwagi wprost
powiedzieć Malfoyowi, o co im wszystkim chodzi.
- Chłopaki, czy ja wczoraj zmieniłem orientację
seksualną, albo co?! – Poirytowany blondyn spojrzał błagalnym wzrokiem na
przyjaciela oraz kuzyna.
- Stary nas się nie pytaj. Ja znikłem z Madison, a
Travis zasnął przed północą. Też próbowaliśmy się dowiedzieć o co chodzi, ale
nic z tego. Milczą jak grób. – Hannibal podrapał się po głowie z bezradnym
wyrazem twarzy i poklepał swojego przyjaciela po plecach.
- Oh, ja cię z chęcią oświecę…
Chłopaki aż podskoczyli, gdy ni stąd ni zowąd usłyszeli
za sobą głos Zeppelin. Kiedy ona się do jasnej anielki pojawiła?!
- Zeppelin, spadasz nam z nieba aniele! Proszę,
mów! – Rosco rzucił się Puchonkę by uraczyć ją dziękczynnym objęciem.
- Po pierwsze, odsuń się ode mnie. Nie chcę mieć z
tobą jakiegokolwiek kontaktu fizycznego. Po drugie, tak się wczoraj schlałeś,
że nie pamiętasz co i z kim wyrabiałeś, mam rację?
- Twój ton i poirytowanie nie wróży nic dobrego… -
Zauważył Travis.
- Naprawdę, po naszej ostatniej rozmowie,
myślałam, że już więcej taki głupi nie będziesz. Dałam się nabrać na
szarmanckiego, uprzejmego Malfoya. Głupia i naiwna ja.
- No to by było na tyle z dobrej opinii… -
Hannibal przeczuwał, że to nie będzie błahostka i objął przyjaciela jednym
ramieniem.
- Wyobraź sobie, że moja przyjaciółka – Tara Bunch
– opowiedziała mi bardzo ciekawą historię, której wcale nie chciałam usłyszeć,
bo miałam cię za kogoś lepszego. Pal sześć to, że praktycznie prawie uprawiałeś
seks z Lisą Bunch na oczach reszty Ślizgonów. W końcu słyniecie ze spania z kim
popadnie. Ale to, że razem studiowaliście książki do Czarnej Magii....Naprawdę,
to już lekkie przegięcie. Lisa już będzie się ze szkołą żegnać, bo Tara
powiedziała rodzicom, co usłyszała od pijanej siostry. Teraz zastanawiam się,
czy nie wkopać też i ciebie. Co ty sobie w ogóle wyobrażałeś?!
Na twarzy Hannibala i Travisa pojawiło się wielkie
zdziwienie. Ich usta rozszerzyły się i ukształtowały w literę „O”. Ich
przyjaciel i Czarna Magia? Spodziewali się usłyszeć pierwszą część wypowiedzi
Zeppelin, ale…zła strona mocy? To było porządne zaskoczenie.
Natomiast sam zainteresowany poczerwieniał. Był na
siebie wściekły. Ale nie dlatego, że studiował CM, bo to robił już ze swoim
pradziadkiem od jakiegoś czasu. Był wściekły, że robił to z pierwsza lepszą
osobą, która już zdążyła rozgadać to w szkole. Teraz czekał już tylko na grom z
ciemnego teraz nieba – złość dyrektorki, ciotki i przede wszystkim…ojca.
Nareszcie się doczekałam! I doczytałam do końca, mimo że godzina późna i w ogóle... dasz wiarę, że przed chwilą skończyłam robić notatki na kolejne zajęcia? Nie mam nawet czasu ich robić i siedzę kurde w weekend i piszę! Głupie ślimaki!
OdpowiedzUsuńPo pierwsze: niezmiernie podobała mi się scena, w której oficjalnie się zapoznali. Normalnie wyobraziłam to sobie tak dokładnie, że czułam się, jakbym stała obok nich. Malfoy całujący jej dłoń i to: Wow! Stylowo.
Po drugie: niezły opis imprezy. Taki trochę nowoczesny i bezpośredni (w sensie zwracania się do czytelnika). Ja osobiście lubię imprezy u Ślizgonów, bo przynajmniej coś się dzieje.
Po trzecie: reakcja uczniów na wieść, że Malfoy czytał książkę o Czarnej Magii chyba lekko przesadzona, ale rozumiem, że chciałaś pokazać, jak wielkim jest to przestępstwem w świecie, w którym nie ma już Czarnego Pana i wszyscy wierzą w dobre wróżki i jednorożce. A nie, wróć... przecież jednorożce naprawdę istnieją :)
Po czwarte: Zeppelin ostro zareagowała na historię z Czarną Magią. Właściwie jej o to nie podejrzewałam. Po tym "Wow" bardziej bym się spodziewała, że przeżywa coś w stylu "zauroczenia" i to właśnie plotka o seksie na oczach całego Slytherinu dotknęłaby ją do żywego. Ale co tam! Tak też jest dobrze :) Bardzo dobrze, najlepiej i w ogóle the best.
Czekam na kolejny rozdział. Mam nadzieję, że jednak napiszesz coś szybciej, bo styczeń to dla mnie bardzo odległa przyszłość :) Skrycie liczę też na jakiś mały romans Rosco z Zeppelin :)
Pozdrawiam serdecznie.
PS. Ach no i przez te ślimaki nie wyrobiłam się z "dzisiaj przeczytam" bo jak się spojrzy na zegarek to widać, że już jest jutro! Kurde no!
Nie wiem czy się bawisz w takie gry, ale nominowałam Cię do Liebster Award :)
OdpowiedzUsuńWięcej u mnie:
http://licencja-na-milosc.blogspot.com/p/liebster-award.html
Czekam na ciąg dalszy. Będziesz kontynuować? Mam nadzieję, że tak.:)
OdpowiedzUsuńKiedy możemy się spodziewać, następnego postu?
Tak, będę kontynuować :) Po prostu trochę pochłonęły mnie studia i sesja zimowa. Kiedy następny rozdział? Postaram się pod koniec marca, ale nie wiem czy mi się uda. Na razie mam napisane 1/3 rozdziału. Ale postaram się, uczynić co w mojej mocy :)
OdpowiedzUsuńNadal rozpaczam z powodu Rose :C
OdpowiedzUsuńAle czekam na nn xx
szkoda, że porzuciłeś to opowiadanie zapowiadało się ciekawie jeśli będziesz je kontynuował to zwróć uwagę na błąd Lucjusz jest dziadkiem scorpio,a nie ojcem więc dla Rosco powinien być pradziadkiem, ale może zweryfikowałeś tę historię na swoje potrzeby
OdpowiedzUsuń